Pan Tadeusz Czyli Ostatni Zajazd na Litwie. Historja Szlachecka z r. 1811 i 1812 we Dwunastu Księgach Wierszem

Part 9

Chapter 9 3,512 words Public domain Markdown

Rzekł więc z gorzkim uśmiechem: mój domek zbyt mały, Niema godnego miejsca na dar tak wspaniały; Niech lepiéj niedźwiedź czeka pośród tych rogaczy, Aż mi go Sędzia razem z zamkiem oddać raczy.

Podkomorzy zgadując na co się zanosi, Zadzwonił w tabakierę złotą, o głos prosi.

Godzieneś pochwał, rzecze, Hrabio mój sąsiedzie, Że dbasz o interesa nawet przy obiedzie; Nie tak jak modni wieku twojego panicze, Żyjący bez rachunku. Ja tuszę i życzę Zgodą zakończyć moje sądy podkomorskie; Dotąd jedyna trudność jest o fundum dworskie. Mam już projekt zamiany, fundum wynagrodzić Ziemią, w sposób następny -- Tu zaczął wywodzić Porządnie (jak zwykł zawsze) plan przyszłéj zamiany; Już był w połowie rzeczy; gdy ruch niespodziany Wszczął się na końcu stoła: jedni coś postrzegli, Wskazują palcem, drudzy z oczyma tam biegli, Aż wreszcie wszystkie głowy, jak kłosy schylone, Wstecznym wiatrem w przeciwną zwróciły się stronę, W kąt.

S kątu, kędy wisiał portret nieboszczyka Ostatniego z rodziny Horeszków Stolnika, Z małych drzwiczek ukrytych pomiędzy filary, Wysunęła się cicho postać, nakształt mary. Gerwazy; poznano go po wzroście, po licach, Po srebrzystych na żółtéj kurcie Półkozicach. Stąpał jako słup prosto, niemy i surowy, Niezdjąwszy czapki, nawet nieschyliwszy głowy; W ręku trzymał błyszczący klucz jakby puginał, Odemknął szafę i w niéj coś kręcić zaczynał.

Stały w dwóch kątach sieni, wsparte o filary, Dwa kurantowe w szafach zamknięte zegary. Dziwaki stare, dawno ze słońcem w niezgodzie, Południe wskazywały często o zachodzie; Gerwazy nie przybrał się machyny naprawić, Ale bez nakręceniu nie chciał jéj zostawić, Dręczył kluczem zegary każdego wieczora; Właśnie teraz przypadła nakręcania pora. Gdy Podkomorzy sprawą zajmował uwagę Stron interessowanych, on pociągnął wagę: Zgrzytnęły wyszczerbionym zębem koła rdzawe, Wzdrygnął się Podkomorzy i przerwał rosprawę. Bracie, rzekł, odłóż nieco twą pilną robotę -- I kończył plan zamiany; lecz Klucznik na psotę Jeszcze silniej pociągnął drugiego ciężaru; I wnet gil który siedział na wierzchu zegaru, Trzepiocąc skrzydłem zaczął ciąć kurantów nóty. Ptak sztucznie wyrobiony, szkoda że popsuty, Zająkął się i piszczał, im daléj tém gorzéj. Goście w śmiech; musiał przerwać znowu Podkomorzy. Mości Kluczniku, krzyknął, lub raczéj puszczyku, Jeśli dziob twój szanujesz, dość mi tego krzyku.

Ale Gerwazy groźbą wcale się nie strwożył. Prawą rękę poważnie na zegar położył, A lewą wziął się pod bok; tak oburącz wsparty, Podkomorzeńku! krzyknął, wolne pańskie żarty, Wróbel mniejszy niż puszczyk, a na swoich wiorach Śmielszy jest aniżeli puszczyk w cudzych dworach: Co Klucznik to nie puszczyk; kto w cudze poddasze Nocą włazi, ten puszczyk, i ja go wystraszę. -- Za drzwi z nim. Podkomorzy krzyknął.

-- Panie Hrabia! Zawołał Klucznik, widzisz Pan co się wyrabia: Czy niedosyć się jeszcze pański honor plami, Że Pan jadasz i pijasz s temi Soplicami; Trzebaż jeszcze, aby mnie, zamku urzędnika, Gerwazego Rembayłę, Horeszków Klucznika, Lżyć w domu Panów moich, i Pan że to zniesie! -- Wtém Protazy zawołał trzykroć: Uciszcie się, Na ustęp! Ja Protazy Baltazar Brzechalski, Dwojga imion, Generał niegdyś trybunalski, Vulgo Woźny, woźneńską obdukcyą robię I vizyą formalną, zamawiając sobie Urodzonych tu wszystkich obecnych świadectwo I pana Assessora wzywając na śledztwo, S powodu Wielmożnego Sędziego Soplicy: O inkursyą, to jest o najazd granicy, Gwałt zamku, w którym Sędzia dotąd prawnie włada, Czego dowodem jawnym jest, że w zamku jada. -- Brzechaczu, wrzasnął Klucznik, ja cię wnet nauczę; I dobywszy z zapasa swe żelazne klucze, Okręcił w koło głowy, puścił s całéj mocy; Pęk żelaza wyleciał, jako kamień s procy. Pewnie łeb Protazemu rozbiłby na ćwierci; Szczęściem schylił się Woźny i wydarł się śmierci.

Porwali się z miejsc wszyscy, chwilę była głucha Cichość, aż Sędzia krzyknął: w dyby tego zucha! Hola chłopcy! -- i czeladź rzuciła się żwawo Ciasném przejściem pomiędzy ścianami i ławą; Lecz Hrabia krzesłem w środku zagrodził im drogę I na tym szańcu słabym utwierdziwszy nogę, Wara! zawołał, Sędzio! niewolno nikomu Krzywdzić sługę mojego w moim własnym domu; Kto ma na starca skargę, niech mi ją przełoży.

Zyzem w oczy Hrabiemu spojrzał Podkomorzy. «Bez Waścinéj pomocy ukarać potrafię Zuchwałego szlachetkę; a Waść Mości Grafie, Przed dekretem ten zamek zawcześnie przywłaszczasz; Nie Wać tu jesteś panem, nie Wać nas ugaszczasz: Siedź cicho jakeś siedział; jeśli siwéj głowy Nie czcisz, to szanuj pierwszy urząd powiatowy.

-- Co mi? odmruknął Hrabia, dość już téj gawędy, Nudźcie drugich waszemi względy i urzędy; Dość już głupstwa zrobiłem, wdając się z Wać państwem W pijatyki, które się kończą grubijaństwem. Zdacie mi sprawę z mego honoru obrazy; Do widzenia po trzeźwu -- pódź za mną Gerwazy.

Nigdy się odpowiedzi takiéj niespodziewał Podkomorzy, właśnie swój kieliszek nalewał, Gdy zuchwalstwem Hrabiego rażony jak gromem, Oparłszy się o kielich butlem nieruchomym, Głowę wyciągnął na bok i ucha przyłożył. Oczy rozdarł szeroko, usta wpół otworzył; Milczał, lecz kielich w ręku tak potężnie cisnął. Że szkło dźwięknąwszy pękło, płyn w oczy mu prysnął, Rzekłbyś że z winem ognia w duszę się nalało, Tak oblicze spłonęło, tak oko pałało; Zerwał się mówić, pierwsze słowo niewyraźnie Mleł w ustach, aż przez zęby wyleciało: Błaźnie! Grafiąlko! ja cię! Tomasz! karabellę! Ja tu Nauczę ciebie mores, błaźnie, daj go katu! Względy, urzędy nudzą, uszko delikatne! Ja cię tu zaraz, po tych zauszniczkach płatnę. Fora za drzwi! do kordą! Tomasz, karabellę!

Wtém do Podkomorzego skoczą przyjaciele; Sędzia porwał mu rękę; -- Stój Pan, to rzecz nasza. Mnie tu naprzód wyzwano. Protazy, pałasza! Puszczę go w taniec jako niedźwiadka na kiju -- Lecz Tadeusz Sędziego wstrzymał -- Panie stryju, Wielmożny Podkomorzy, czyż się Państwu godzi Wdawać się s tym fircykiem, czy tu nie ma młodzi? Na mnie to zdajcie, ja go należycie skarcę; A Waszeć Panie śmiałku co wyzywasz starce, Obaczym czyli jesteś tak strasznym rycerzem; Rosprawimy się jutro, plac i broń wybierzem. Dziś uchodź pókiś cały --

Dobra była rada; Klucznik i Hrabia wpadli w obroty nie luda. Przy wyższym końcu stoła wrzał tylko krzyk wielki. Ale z ostrego końca latały butelki Koło Hrabiego głowy. Strwożone kobiety W prośby, w płacz; Telimena, krzyknąwszy: niestety! Wzniosła oczy, powstała, i padła zemdlona, I przechyliwszy szyję przez Hrabi ramiona, Na pierś jego złożyła swe piersi łabędzic. Hrabia choć zagniewany, wstrzymał się w zapędzie, Zaczął cucić, ocierać.

Tymczasem Gerwazy, Wystawiony na stołków i butelek razy, Już zachwiał się, już czeladź zakasawszy pieście Rzucała się nań zewsząd hurmem, gdy na szczęście Zosia widząc szturm, skoczy i litością zdjęta, Zasłania starca na krzyż rospiąwszy rączęta -- Wstrzymali się; Gerwazy zwolna ustępował, Zniknął z oczu, szukano gdzie się pod stół schował; Gdy nagle, z drugiéj struny wyszedł jak spod ziemi, Podniosłszy w górę ławę ramiony silnemi, Okręcił się jak wiatrak, oczyścił pół sieni, Wziął Hrabię i tak oba ławą zasłonieni Cofali się ku drzwiczkom; już dochodzą progów, Gerwazy stanął, jeszcze raz spojrzał na wrogów, Dumał chwilę, niepewny, czy cofać się zbrojnie, Czyli z nowym orężem szukać szczęścia w wojnie. Obrał drugie; już ławę jak taran murowy W tył dźwignął dla zamachu, już ugiąwszy głowy, Z wypiętą na przód piersią, s podniesioną nogą Miał wpaść... ujrzał Wojskiego, uczuł w sercu trwogę.

Wojski cicho siedzący s przymrużuném okiem, Zdawał się pogrążony w dumaniu głębokiém; Dopiero gdy się Hrabia s Podkomorzym skłócił I Sędziemu pogroził, Wojski głowę zwrócił. Zażył dwakroć tabaki i przetarł powieki. Chociaż Wojski Sędziemu był krewny daleki, Ale w gościnnym jego domu zamieszkały, O zdrowie przyjaciela był niezmiernie dbały. Przypatrywał się zatém s ciekawością walce, Wyciągnął zlekka na stół rękę dłoń i palce, Położył nóż na dłoni, trzonkiem do paznokcia Indexu, a żelazem zwrócony do łokcia, Potém rękę w tył nieco wychyloną kiwał Niby bawiąc się, lecz się w Hrabiego wpatrywał.

Sztuka rzucania nożów, straszna w ręcznéj bitwie, Już była zaniedbana podówczas na Litwie, Znajoma tylko starym; Klucznik jéj próbował Nieraz w zwadacb karczemnych, Wojski w niéj celował Widać z zamachu ręki że silnie uderzy, A z oczu łacno zgadnąć, że w Hrabiego mierze (Ostatniego z Horeszków chociaż po kądzieli) Mniéj baczni młodzi ruchów starca niepojęli; Gerwazy zbladnął, ławą Hrabiego zakłada, Cofa się ku drzwiom. -- «Łapaj!» krzyknęła gromada.

Jako wilk obskoczony znienacka przy ścierwie, Rzuca się oślep w zgraję co mu ucztę przerwie, Już goni, mu ją szarpać, wtém śród psiego wrzasku Trzasło ciche półkorcze, wilk zna je po trzasku, Śledzi okiem, postrzega, że s tyłu za charty, Myśliwiec wpół schylony, na kolanie wsparty Rurą, ku niemu wije, i już cyngla tyka; Wilk uszy spuszcza, ogon podtuliwszy zmyka, Psiarnia s tryumfującym rzuca się hałasem, I skubie go po kudłach, zwierz zwraca się czasem, Spojrzy, klapnie paszczęką, i białych kłów zgrzytem Ledwie pogrozi, psiarnia pierzcha ze skowytem. Taki Gerwazy z groźną cofał się postawą, Wstrzymując napastników oczyma i ławą, Aż razem z Hrabią wpadli w głąb' ciemnéj framugi.

«Łapaj!» krzykniono znowu; tryumf był nie długi: Bo nad głowami tłumu Klucznik niespodzianie Ukazał się na chorze, przy starym organie, I s trzaskiem jął wyrywać ołowiane rury, Wielkąby klęskę zadał uderzając z góry. Ale już goście tłumnie wychodzili s sieni, Nieśmieli kroku dostać słudzy potrwożeni, I chwytając naczyniu w ślad Panów uciekli, Nawet nakrycia s częścią sprzętów się wyrzekli.

Któż ostatni, niedbając na groźby i razy Ustąpił s placu bitwy? Brzechalski Protazy. On za krzesłem Sędziego stojąc niewzruszenie, Ciągnął woźnieńskim głosem swoje oświadczenie, Aż skończył, i s pustego szedł pobojowiska, Kędy zostały trupy, ranni i zwaliska.

W ludziach straty nie było; ale wszystkie ławy Miały zwicnione nogi, stół także kulawy. Obnażony z obrusa, poległ na talerzach Zlanych winem, jak rycerz na krwawych puklerzach, Między licznemi kurcząt i jendykow ciały, W których piersi widelce świeżo wbite tkwiały.

Po chwili w Horeszkowskim samotnym budynku, Wszystko do zwyczajnego wracało spoczynku. Mrok zgęstniał; reszty pańskiéj wspaniałéj biesiady Leżą, podobne uczcie nocnéj, gdzie na dziady Zgromadzać zaklęte mają nieboszczyki. Już na poddaszu trzykroć krzyknęły puszczyki Jak guślarze; zdają się witać wschód miesiąca, Którego postać oknem spadła na stół, drżąca Niby dusza czyscowa; s podziemu, przez dziury Wyskakiwały nakształt potępieńców szczury: Gryzą, piją; czasami w kącie zapomniana Puknie na toast duchom butelka szampana.

Ale na drugiém piętrze, w izbie którą zwano, Choć była bez zwierciadeł, izbą zwierciadlaną, Stał Hrabia na krużganku zwróconym ku bramie; Chłodził się wiatrem, surdut wdział na jedno ramie, Drugi rękaw i poły u szyi sfałdował, I pierś surdutem jakby płaszczem udrapował. Gerwazy chodził kroki wielkiemi po sali; Obadwa zamyśleni, do siebie gadali: -- Pistolety, rzekł Hrabia, lub gdy chcą pałasze. -- Zamek, rzekł Klucznik i wieś, oboje to nasze. -- Stryja, synowca, wołał Hrabia, całe plemie, Wyzywaj -- Zamek, wołał Klucznik, wieś i ziemie Zabieraj Pan -- to mówiąc zwrócił się do Hrabi -- Jeśli Pan chce mieć pokój, niech wszystko zagrabi. Poco process, Mopanku! sprawa jak dzień czysta, Zamek w ręku Horeszków był przez lat czterysta; Część gruntów oderwano w czasie Targowicy, I jak Pan wié, oddano władaniu Soplicy. Nie tylko tę część, wszystko zabrać im należy, Za koszta processowe, za karę grabieży. Mówiłem Panu zawsze, processów zaniechać, Mówiłem Panu zawsze: najechać, zajechać; Tak było po dawnemu: kto raz grunt posiądzie, Ten dziedzic; wygraj w polu, a wygrasz i w sądzie. Co się tycze dawniejszych s Soplicami sprzéczek, Jest na to od processu lepszy scyzoryczek; A jeśli Maciej w pomoc da mi swą rózeczkę, To my we dwóch, Sopliców tych porzniem na sieczkę.

Brawo! rzekł Hrabia, plan twóy, gotycko -- sarmacki, Podoba się mi lepiéj, niż spór adwokacki. Wiész co? na całéj Litwie narobim hałasu Wyprawą, niesłychaną od dawnego czasu. I sami się zabawim. Dwa lata tu siedzę. Jakąż bitwę widziałem? s chłopami o miedzę. Nasza wyprawa przecież krwi rozlanie wróży; Odbyłem taką jedną w czasie mych podróży, Gdym w Sycylji bawił u pewnego księcia, Rozbójnicy porwali w górach jego zięcia, I okupu od krewnych żądali zuchwale; My zebrawszy na prędce sługi i Wassale, Wpadliśmy; ja dwóch zbójców ręką mą zabiłem, Piérwszy wleciałem w tabor, więźnia uwolniłem. Ach mój Gerwazy! jaki to był tryumfalny, Jaki piękny nasz powrót, rycersko-feudalny! Lud s kwiatami spotykał nas -- córka książęcia Wdzięczna zbawcy, ze łzami wpadła w me objęcia. Gdym przybył do Palermo, wiedziano z gazety, Palcami wskazywały mię wszystkie kobiety. Nawet wydrukowano o całém zdarzeniu Romans, gdzie wymieniony jestem po imieniu. Romans ma tytuł: _Hrabia, czyli tajemnice Zamku Birbante -- rokka_. Czy są tu ciemnice W tym zamku? Są rzekł Klucznik, ogromne piwnice, Ale puste! bo wino wypili Soplice. -- Dżokejów, dodał Hrabia, uzbroić we dworze, Z włości wezwać Wassalów! -- Lokajów? broń Boże! Przerwał Gerwazy. Czy to zajazd jest hultajstwem? Kto widział zajazd robić s chłopstwem i z lokajstwem? Mój Panie, na zajazdach nieznacie się wcale; Wąsalów co innego, zdadzą się wąsale. Nie we włości ich szukać, ale po zaściankach, W Dobrzynie, w Rzezikowie, w Ciętyczach, w Rąbankach; Szlachta odwieczna, w któréj krew rycerska płynie, Wszyscy przychylni Panów Horeszków rodzinie, Wszyscy nieprzyjaciele zabici Sopliców! Stamtąd zbiorę ze trzystu wąsatych szlachciców; To rzecz moja. Pan niechaj do pałacu wraca, I wyśpi się, bo jutro będzie wielka praca; Pan spać lubi, już późno, drugi kur już pieje; Ja tu będę pilnować zamku aż rozdnieje, A ze słoneczkiem stanę w Dobrzyńskim zaścianku.

Na te słowa Pan Hrabia ustąpił s krużganku; Ale nim odszedł, spójrzał przez otwór strzelnicy, I widząc świateł mnóstwo w domostwie Soplicy, Iluminujcie! krzyknął, jutro o téj porze, Będzie jasno w tym zamku, ciemno w waszym dworze.

Gerwazy siadł na ziemi, oparł się o ścianę, I pochylił ku piersiom czoło zadumane; Światłość miesięczna padła na wierzch głowy łysy, Gerwazy po nim kryślił palcem różne rysy; Widać że przyszłych wypraw snuł plany wojenne. Ciężą mu coraz bardziéj powieki brzemienne, Bezwładną kiwnął szyją, czuł że go sen bierze, Zaczął wedle zwyczaju wieczorne pacierze. Lecz między Ojczenaszem i Zdrowaś Maryą, Dziwne stanęły mary, tłoczą się i wiją: Klucznik widzi Horeszki, swoje dawne Pany, Ci niosą karabelle, drudzy buzdygany, Każdy groźnie spoziera i pokręca wąsa, Składa się karabellą, buzdyganem wstrząsa -- Za nimi jeden cichy, posępny cień mignął, S krwawą na piersi plamą. Gerwazy się wzdrygnął, Poznał Stolnika; zaczął w koło siebie żegnać, I ażeby tém pewniéj straszne sny rozegnać, Odmawiał litanią o czyscowych duszach. Znowu wzrok mu skleił się, zadzwoniło w uszach -- Widzi tłum szlachty konnéj, błyszczą karabelle: Zajazd! zajazd Korelicz i Rymsza na czele! I ogląda sam siebie: jak na koniu siwym, S podniesionym nad głową rapiérem straszliwym Leci; rospięta na wiatr szumi taratatka, Z lewego ucha spadła w tył konfederatka; Leci, jezdnych i pieszych po drodze obala, I nakoniec Soplicę w stodole podpala -- Wtém ciężka marzeniami na pierś spadła głowa, I tak usnął ostatni Klucznik Horeszkowa.

OBJAŚNIENIA.

_Ostatni zajazd na Litwie._

Za czasów Rzeczypospolitej Polskiéj, exekwowanie wyroków sądowych było bardzo trudne, w kraju gdzie władza wykonawcza nie miała prawie żadnéj policji pod swemi roskazami, a obywatele możni trzymali nadworne półki, niektórzy nawet, jak książęta Radziwiłłowie, kilkunasto tysięczne wojska. Żałujący więc uzyskawszy dekret musiał po exekucją udawać się do stanu rycerskiego, to jest do szlachty, przy któréj była także władza wykonawcza. Zbrojni krewni, przyjaciele i powietnicy ciągnęli z dekretem w ręku i w towarzystwie woźnego, zdobywali często nie bez rozlewu krwi dobra przysądzone żałującemu, które woźny legalnie tradował lub w possessyę oddawał. Taka exekucja zbrojna dekretu nazywała się _zajazdem_. -- W dawnych czasach, póki szanowano prawa, najmożniejsi panowie nie śmieli się opierać wyrokom, rzadko zdarzały się zbrojne napaści, a gwałt prawie nigdy nie uszedł bezkarnie. Wiadomy z dziejów smutny koniec księcia Wasila Sanguszki i Stadnickiego zwanego djabłem. -- Zepsucie publicznych obyczajów Rzeczypospolitéj namnożyło zajazdów, które ciągle mieszały spokojność Litwy.

Str. 9, w. 5. Panno Swięta, co jasnéj bronisz Częstochowy I w Ostréj świecisz Bramie.

Wszyscy w Polszcze wiedzą o obrazie cudownym N. P. na jasnéj górze w Częstochowie. W Litwie słyną cudami obrazy N. P. Ostrobramskiéj w Wilnie, Zamkowéj w Nowogródku, tudzież Żyrowickiéj i Boruńskiéj.

Str. 14, w. 5. Nim się Pan Wojski ubierze.

Wojski (tribunus) bywał niegdyś z urzędu opiekunem żon i dzieci szlachty w czasie pospolitego ruszenia. Od dawnego czasu urząd ten bez obowiązków stał się tytularnym. W Litwie jest zwyczajem, iż Osobom poważnym, nadaje się przez grzeczność jakikolwiek tytuł dawny, który używaniem uprawnia się. Mianują naprzykład sąsiedzi przyjaciela swego Oboźnym, Stolnikiem lub Podczaszym, z razu w rozmowie tylko i w korrespondencyi, a następnie nawet w aktach urzędowych. Rząd Rossyjski zabraniał podobnych tytułów, i pragnąłby je śmiesznością okryć a wprowadzić na ich miejsce, tytułowanie podług rang swojéj hierarchji, do któréj Litwini dotąd wielki wstręt mają.

Str. 14, w. 19. ....Ale nie myśl wcale, Aby w domu Sędziego służono niedbale.

Rząd Rossyjski nigdy w krajach zdobytych nie obala od razu praw i instytucji cywilnych, ale je powoli ukazami podkopuje i rostacza. W Małorossyi na przykład, utrzymano aż do ostatnich czasów Statut Litewski, ukazami odmieniony. Litwie zostawiono całe dawne urządzenie Sądów cywilnych i kryminalnych. Obierani więc są po dawnemu Sędziowie ziemscy i grodzcy w powiatach, i Sędziowie główni w guberniach. Ale że appellacya idzie do Petersburga do mnogich różnego stopnia instancji, przy sądach więc miejscowych, ledwie pozostał cień dawnéj powagi tradycyjnéj.

Str. 16, w. 1. Podkomorzy już zjechał z żoną i s córkami.

Podkomorzy, niegdyś urzędnik znakomity i poważny Princeps Nobilitalis, za rządu Rossyjskiego stał się tylko tytularnym. Sądził jeszcze niekiedy sprawy graniczne, ale nakoniec i tę część jurysdykcji utracił. Teraz zastępuje czasem Marszałka, i mianuje Komorników czyli miernicznych powiatowych.

Str. 19, w. 11. Wojski z Woźnym Protazym ze świecami w sieni.

Woźny albo jenerał, wybrany uchwałą trybunalską lub sądową ze szlachty osiadłéj, roznosił pozwy, ogłaszał intromissye, robił wizye, przywoływał aktoraty etc. Pospolicie drobna szlachta urząd ten sprawowała.

Str. 28, w. 11. Biegali za nim wszyscy jakby za rarogiem.

Raróg, ptak z gatunku jastrzębia. Wiadomo że za jastrzębiami drobne ptastwo szczególnie jaskułki, tłumnie opędzają się. Stąd przysłowie: latać jak za rarogiem.

Str. 32, w. 13 Że Bonapart czarował.

Mnóstwo krąży powieści między prostym ludem rossyjskim o czarach Bonapartego i Suwarowa.

Str. 34, w. 21. Assessora z Rejentem wzmogła się uparta.

Assessorowie składają policją ziemską powiatu. Wedle ukazów czasem bywają obierani przez obywateli, czasem naznaczani od Rządu; ci ostatni zowią się koronni. Sędziowie appellacyjni zowią się także Assessorami, ale tu nie o nich mowa.

Rejenci aktowi zarządzają kancellarją, dekretowi piszą wyroki, wszyscy zaś mianowani z ręki Pisarzów sądowych.

Str. 45, w. 3. Coby Rzekł Wojewoda Niesiołowski stary.

Józef Hrabia Niesiołowski, ostatni Wojewoda Nowogrodzki, był prezesem Rządu rewolucyjnego w czasie powstania Jasińskiego.

Str. 45, w. 9. Białopiotrowiczowi samemu odmówił.

Jerzy Białopiotrowicz, ostatni pisarz W. X. Litewskiego, czynnie należał do powstania Litwy pod Jasińskim. Sądził więźniów stanu w Wilnie. Mąż dla cnot i patryotyzmu bardzo szanowany w Litwie.

Str. 47, w. 21. Woźny pas mu odwiązał, pas Słucki, pas lity.

W Słucku sławna była fabryka złotogłowu i pasów litych na całą Polskę; udoskonalona staraniem Tyzenhauza.

Str. 49, w. 2. Była to trybunalska wokanda...

Wokanda, wąska podługowata książeczka, na któréj spisywano nazwiska stron processujących wedle porządku aktoratów. Każdy Adwokat i Woźny musiał mieć takową, wokandę.

Str. 51, w. 11. Rzucił w oczy Francuzów sto krwawych sztandarów.

Jenerał Kniaziewicz, wysłany przez armią włoską, złożył Dyrektorjatowi zdobyte chorągwie.

Str. 51, w. 12. Jak Jabłonowski zabiegł aż kędy pieprz rośnie.

Książe Jabłonowski, dowodzący Legią Naddunajską, umarł w Saint Domingo, i prawie cała legia tam zginęła. W Emigracji jest kilku Weteranów pozostałych z owéj nieszczęsnéj wyprawy, między innymi Jenerał Małachowski.

Str. 68, w. 18. I w organ i w rozliczne instrumenty grała.

W dawnych zamkach stawiano na chorach organ.

Str. 71, w. 7. I czarną mu polewkę do stołu podano.

Czarna polewka podana u stołu paniczowi starającemu się o rękę panny, oznaczała rekuzę.

Str. 81, w 19. Lub z wicin bierze ziarna w najlepszym gatunku.

Wiciny są to wielkie statki na Niemnie, któremi Litwini prowadzą handel s Prussami, spławiając zboża, i biorąc wzamian za nie towary kolonialne.

Str. 97, w. 9. Książe Dominik, kiedym z nim razem polował.

Ks. Dominik Radziwiłł, wielki miłośnik polowania, -- emigrował do Księstwa Warszawskiego, i wystawił własnym kosztem pułk jazdy, którym dowodził. Umarł we Francyi. Na nim zgasła linia męska Książąt na Ołyce i Nieświeżu, największych Panów w Polszcze i zapewne w Europie.

Str. 97, w. 11. ...z Jenerałem Mejenem.

Mejen odznaczył się w wojnie Narodowéj za Kościuszki. Dotąd pokazują pod Wilnem okopy Mejenowskie.

Str. 114, w. 10. Panienki za wysmukłym gonią borowikiem, Którego pieśń nazywa grzybów półkownikiem.

Znajoma w Litwie pieśń gminna, o grzybach wychodzących na wojnę pod wodzą borowika. W téj pieśni opisane są własności grzybów jadalnych.

Str. 132, w. 9. Nasz malarz Orłowski...

Znany malarz rodzajowy; na kilka lat przed śmiercią malować zaczął pejzaże. Umarł, niedawno w Petersburgu.

Str. 138, w. 14. .....Dwie Pijawki, Pies zowie się Sprawnikiem, a suka Srabczyną.

Rodzaj psów angielskich, małych i silnych, zwanych pijawkami, służy do łowów na wielkiego zwierza, szczególniéj niedźwiedzia.

_Sprawnik_ czyki kapitan Sprawnik, naczelnik Policji Ziemskiéj -- _Strabczy_, rodzaj Prokurora rządowego. Urzędnicy ci mając często sposobność nadużywania władzy, w wielkiém są obrzydzeniu u obywateli.

Str. 144, w. 5. Ukołysany marzył o wilku żelaznym.

Podług tradycji, wielki Książe Gedymin miał sen na górze Ponarskiéj o wilku żelaznym, i za radą Wajdeloty Lizdejki założył miasto Wilno.

Str. 144, w. 26. Ostatni król co nosił kołpak Witoldowy.

Zygmunt August był podniesiony starożytnym obyczajem na stolicę Wielkiego Księstwa Litewskiego, przypasał miecz i koronował się kołpakiem. Lubił bardzo myśliwstwo.

Str. 145, w. 2. Czy żyje wielki Baublis.

W powiecie Rosieńskim w majętności Paszkiewicza Pisarza Ziemskiego, rosł dąb znany pod imieniem Baublisa, niegdyś w czasach pogańskich czczony jak świętość. We wnętrzu tego wygniłego olbrzyma, Paszkiewicz założył gabinet starożytności Litewskich.

Str. 145, w. 5. Czy kwitnie gaj Mendoga pod farnym kościołem.

Nie daleko fary Nowogrodzkiéj, rosły starożytne lipy, których wiele wycięto około roku 1812.

Str. 145, w. 15. ....Wszak ów dąb gaduła Kozackiemu wieszczowi tyle cudów śpiewa.

Ob. Poema Goszczyńskiego «Zamek Kaniowski.»

Str. 156, w. 2. Kołomyjek z Halicza.

Kołomyjki, piosenki ruskie w rodzaju mazurów polskich.

Str. 156, w. 16. Znał się dobrze na handlu zbożowym, Na wicinnym...

Ob. przyp. do str. 81, w. 18.

Str. 157, w. 12. Miejsce zwane pokuciem.