O Sprawie Glodowej W Galicyi 1866 Luzne Uwagi
Part 4
Włościan usamowolnionych żadna poczciwa dusza nie wzięła za rękę i nie przewiodła przez śliską kładkę ponad przepaścią „_wolności próżnowania_”, -- jedynej jaką im dano, bo rozumnego użycia danej wolności nie nauczono!
Z niedobrej wypuszczeni szkoły, ani wartości czasu cenić nie przywykli, ani wartości dobrych w *sąsiedztwie* stosunków. -- Bez pracy i bez miłości -- wyzwoleni nie tylko nie doszli do dobrego bytu, ale przeciwnie, żyjąc z dnia na dzień, łatwo stają się pastwą złej doli. Brak miłości, nadto brak zaufania do braci wyziębił im serca i nie dopuścił stanąć samodzielnie, ale niestety wydając ich na wpływy niecne, czynił ich dotąd zawsze *złej woli* _celem_ lub _narzędziem_.
Ztądto dziwny, niepojęty objaw, że zbawienna zmiana w ekonomice ziemiańskiej nie przyniosła dotąd zbawiennych owoców.
Nie chcemy dalej rozglądać strony moralnej, duchowej; -- niech włodarze ducha ludu Bogu zdają sprawę z swojego na tej niwie włodarstwa. Tu kilka słów o stronie materyalnej, gospodarczej.
Długo czekano na indemnizacyę za zniesioną pańszczyznę; -- nim ją wydano -- lichwa strawiła siły ziemian. Nie mogli bowiem ociągać się z wprowadzeniem nieodzownych w tej zmianie urządzeń. Reforma wymagała na razie znacznych wydatków: Ręce darme trzeba było bez zwłoki zastąpić najmem, -- darmy zaciąg kupionym, -- obszar usilnością, -- rutynę nauką!
Pożyczek na te konieczne nakłady nie tylko nie ułatwiono, ale nawet odbiór przyznanej indemnizacyi utrudniono kosztownemi a mitrężnemi hipotecznemi restrykcyami, już przeto nie potrzebnemi, że ubytek pańszczyzny nieuszczuplił przecie, a mógł nawet podnieść wartość ziemi, -- gdyby w tak stanowczej chwili nie ogołocono ziemian z zasobów, ale owszem ułatwiono im kredyt.
To istne sekwestrowanie indemnizacyi na spłacanie dawnych długów uważamy za jeden z głównych powodów zubożenia ziemian i upadku gospodarstwa rolniczego w kraju naszym.
Jeśli już chciano koniecznie ograniczyć prawo rozporządzania tą własnością, toćby o dobrych chęciach rządu dla dobrobytu kraju lepiej było świadczyło rozporządzenie, iż nie wolno indemnizacyi użyć na żaden inny cel, tylko wyłącznie na urządzenie i zapomożenie gospodarstwa. Rozporządzenie takie byłoby i wierzycielom polepszyło hipotekę, i nie obraziło uczucia słuszności. Zajęcie indemnizacyi na spłatę długów w dziwnej też było sprzeczności z dawnem, mądrem w prawach austryackich zastrzeżeniem, które nie pozwala grabić rolnikowi zadłużonemu ani bydła roboczego, ani narzędzi rolniczych.
Zapomniano zupełnie, że indemnizacya za zniesioną pańszczyznę była wszakże właśnie reprezentantem i ekwiwalentem narzędzi, bydła roboczego i ręcznej pracy, słowem środków do prowadzenia gospodarstwa rolniczego nie zbędnie potrzebnych, -- a przecież je grabić dozwolono!
Na domiar upadku rolnictwa, -- podatki już wojnami zmnożone, podniesiono niepomiernie obowiązkiem spłacania indemnizacyi z funduszów kraju -- gdy wszakże ustawa kwietniowa 1846 roku spłatę onej _ze skarbu państwa_ przyrzekała!
Dodajmy do tego, że orzeczone już 1848 roku zniesienie służebnictw i zgubnych dla rozwoju rolnictwa stosunków wspólnej używalności, -- od lat niemal dwudziestu dotąd nie załatwione, dziś jeszcze jest ropiącą kością niezgody między dworem a chatą, -- zawadą w postępie gospodarstwa, i mgłą zaciemniającą pojęcie prawa własności!
Pominiemy już, że w Anglii w skutku zmiany ustaw zbożowych, spotęgowano rozwój *przemysłu i handlu*; -- bo my dotąd niechcemy zrozumieć, że te dwa czynniki pomyślności kraju, to nie odrębne od rolnictwa, -- nie obce mu ciała; -- że owszem to jakoby palce u jednej i tej samej ręki. Każdy palec pojedynczy może mieć swoje osobne szczególne zalety, -- jeden przydatniejszy do tego, drugi do owego: -- _ale chléb musisz brać wszystkiemi!_
Jest też i w tem _boża myśl_, że do rozkazu wyciągamy *jeden palec*, do zgody zaś, do bratania się podajemy *dłoń całą*!
Więcej też dobra ludzkości przysporzyło braterstwo i miłość, niż jej narzucono pychą i rozkazem!
Może kiedyś i u nas przyjdzie do równouprawnienia tych trzech czynników dobrobytu kraju -- w pojęciach naszych, w obyczajach naszych.
Dziś niestety zamiast się łączyć -- boczą od siebie, -- zamiast się wspierać wyzyskują się wzajem -- i upadają osobno.
Anglia biorąc pożyczkę na zamorskie zboże, daje rękojmię na dymie z kominów fabrycznych dumnie kłębiącym w obłoki, -- my damy ją chyba na dymie bijącym z kominów kuchni naszych, -- na dymie ścielącym się pod strzechą kurnych chatek naszych!
I otóż różnica naszej biédy od biédy -- na Zachodzie. Ale nie jedyna: Tam biedny bywa tylko wyrobnik przerwą ruchu handlowego pozbawiony zarobku, -- u nas przeciwnie wyrobnikowi nigdy zarobku nie braknie! -- Tam głodni wołają: _Pracy_; -- my wołamy: _Rąk do pracy!_ -- Tam rękom brak zajęcia *czasem*, -- u nas rąk zawsze nie staje.
To druga, to wielka różnica.
Tam ziemia uboga, ciągłej wymaga i drogiej podniety, -- nam dobry Bóg nie poskąpił szczodrości swej darów, a nie poskąpił ani ziemi, ani ludziom -- a my biedni przecie!
To trzecia, to bardzo zasmucająca różnica!
Czemuż tak? -- kiedy są wszystkie warunki u nas, by ludzie żyli dostatnio?
Otóż tu źródło naszej niedoli, -- tu rada potrzebna.
Pomoc dana _ludziom_ zaradzi tylko chwilowej potrzebie, ale nie zażegna licha. U nas ludzie nie powinni cierpieć niedostatku, -- a że przecie cierpią i tak często, tak dotkliwie cierpią a niepodobna przypuścić, iżby rozmyślnie na nędzę się narażali: widać przeto, że indziej -- nie w nich źródło złego bije.
IX.
Nie wnikający głębiej w rozpoznanie biedy -- radzi ją zbywają lekkomyślnym sądem, że lud u nas nie pracowity, a i w tym sądzie widzą wedle słów pisma świętego: _źdźbło w oku bliźniego, a belki niewidzą w oku swojem_!
Rozpoznawszy stan sprawy, powinnibyśmy nieobwiniając się wzajem, zawołać raczej: Cóż dziw, że opuszczonym i zawiedzionym w owocach pracy, opadły ręce? że z upadku *wszystkich* wyrodziło się niemęzkie narzekanie, z próżnych wysileń zniechęcenie, z zawodu zwątpienie a rozpacz z niemocy?
Do zwątpienia przyczynia się równie powszechne jak błędne a zgubne mniemanie, że *kraj nasz ubogi*. Z żalem słyszymy, że głos taki obija się nawet o ściany izby sejmowej; kiedy przeciwnie zbawić nas może tylko silna wiara w *zamożność kraju*, -- i oględne, ale śmiałe odwołanie się do tej zamożności!
U nas źródłem złego jest ubóstwo *gospodarstwa* krajowego -- nie ubóstwo kraju.
U nas kraj bogaty -- ale biedne gospodarstwo -- i nie rolne tylko: -- biedne domowe, rolne, rękodzielne, handlowe; -- biedne i społeczne! Te tedy zasilmy, a usuniemy powód nędzy ludzi!
Niezbadane są wyroki niebios!
Po raz pierwszy od upadku kraju, _na prawdę_ wolno radzić nam o sobie -- a rząd, co dotąd jak zrzędna piastunka, tak twardo na pasku nas wodził, i nie już działać, ale myśleć nam _bronił_, -- dziś po raz pierwszy myśleć o sobie nam _każe_!
Może to nie przypadek, -- może palec boży, że właśnie gdy nam w sprawach kraju po raz pierwszy „*wolne dano pole*”, -- ponure widmo głodu jawi się pierwsze w izbie sejmowej i -- o pomoc woła! Zważcie posłowie to wielkie zadanie!
Gdyby tylko bieda chwilowa dobodła gnuśnym, nieopatrznym; -- gdyby to tylko szło o uciszenie tłuszczy próżniaczej -- jak się indziej wydarza nie rzadko; -- nie godziłoby się mącić wam natrętnemi radami swobody umysłu tyle wam potrzebnej; -- tradycyjna u nas serdeczność i hojność natchnęłaby was do wyznaczenia głodnym zasiłku -- i pracowalibyście dalej spokojnie „*dziennym porządkiem*!”
Ale gdy tak nie jest, gdy niedostatek jest powszechny, -- gdy zwątpienie właśnie najpracowitszych owłada, -- nie ograniczajcie pomocy na zapomodze uchwalonej „dla ludzi,” -- ale ratujcie _warsztaty ich pracy_; zapomóżcie gospodarstwo krajowe i do trzech milionów na zaradę chwilowej niedoli, -- uchwalcie siedm na zapomogę rolnictwu i przemysłowi, a dwa na ułatwienie komunikacyj lądowych i wodnych!
Nie łudzimy się bynajmniej, jakoby proponowana przez nas pożyczka 12 milionów wystarczyć mogła na zupełne pokrycie niedoboru w możliwem zmnożeniu produkcyi kraju; -- owszem z góry przekonani jesteśmy, że nie wystarczy. Cyfrę tę podała nam liczba obecnych dochodów kraju; -- na przedstawianie tej cyfry wpłynął tedy wzgląd przeważny, że tyle możemy zaciągnąć długu nie przeciążając kraju. Uciążliwość pożyczki wszelkiej zależy nie od wysokości sumy pożyczonej, lecz od jej użycia. Użyta na spożycie staje się powodem upadku dłużnika; -- użyta na produkcyę będzie rosą ożywiającą roślinność i wróci się plonem wierzycielowi a zbogaci dłużnika!
Dla tego to zalecaliśmy ostrożność z pożyczką, żeby jej nie wydać w pierwszem uniesieniu szlachetnego współczucia na cele chwilowe, ale oszczędzić na zasadne o ile można zatkanie źródeł, zkąd coraz szerszym, coraz groźniejszym nawałem zalewa nas nędza -- coraz częściej jawiąca się głodem!
W rolnictwie nam się z Anglią nie równać -- skromniejsze też u nas wymogi. Drenowanie u nas na zachodzie kraju i na garbach kredowych w ziemi bełzkiej bardzo potrzebne[*]; -- narzędzi lepszych do uprawy roli, machin do wypełnienia niedostatku rąk, wielki nam niedobór.
Sprawienie dobrego narzędzia, zdobycie się na jakąś machinę ułatwiającą pracę rolniczą, zawsze jeszcze uważamy za pewien rodzaj zbytku, nie potrzebnej parady, a często za niedorzeczne nowatorstwo, za ślepe naśladowanie zagranicznych wymysłów -- i lubią wykrzykiwać rutyniści, że ojcowie nasi bez tych wymysłów gospodarując, więcej miewali zboża i większa była zamożność w kraju.
Nie podobna tu rozwodzić się nad rozlicznemi powodami upadku zamożności ziemian, ale niepodobna nie zarzucić takim wykrzykiwaniom, że mylnie pojmują stosunek skutku a przyczyny. Sądzą jak rabuliści: _post hoc, ergo propter hoc_: -- urodziło się po złych narzędziach, więc dla tego się urodziło!
Niech im wystarczy na razie uwaga, że cokolwiekbądż upadek rolnictwa spowodowało, właśnie też dlatego, że upadek ten jest oczywistym, -- ratować się trzeba odmiennemi, silniejszemi środkami.
[Footnote *: Ważność tego środka polepszenia roli tak nawet już w Niemczech uznana, że w Saksonii np. rolnik zadłużony, coby na ogólną hipotekę swoją pożyczki już nie mógł dostać, -- z łatwością dostanie ją _na drenowanie_.]
Wielka już w tym względzie różnica w sąsiedniem Królestwie Polakiem, zwłaszcza w zachodniej jego połaci. Postęp tam godny uwagi i naśladowania: ale też tam _Bank polski_ podtrzymuje od dawna ziemian hojnym kredytem i na dogodne wypłaty rozdaje im narzędzia i machiny. A jakie olbrzymie tam fabryki machin, a ileż tam składów machin zagranicznych, gdy przeciwnie u nas ani jedna prawie utrzymać się nie może, chyba postronną, nie rolniczych potrzeb produkcyą. Wiemy bardzo dobrze, iż brak funduszów nie pozwala wielu ziemianom -- choćby radzi -- zaopatrzyć się w narządy uznanej potrzeby; owóż właśnie dla tego żądamy pożyczki na takie cele, żądamy opieki kraju -- uchwały sejmu.
Dość wreszcie pojrzeć na Niemców i ich gospodarstwo. Wiadomo przecie powszechnie, że Niemcy są oszczędni, rachunkowi; że tam właściciele folwarków po największych części małych, są to ludzie nie goniący za błyszczeniem, nie paradiery, ale pospolicie skromni, pracowici -- zysku i tylko zysku dobijający się, w ścisłem znaczeniu słowa spekulanci; a otóż właśnie u nich najwięcej znajdziemy nowych ulepszonych narzędzi rolniczych, najwięcej machin, -- i w każdem niemal miasteczku, często nawet już po wsiach fabryki machin rolniczych.
Mieliśmy sposobność rozpatrzenia się tam na miejscu i wbrew upowszechnionemu u nas błędnemu mniemaniu, znaleźliśmy tam pomimo pozornego przeludnienia krajów niemieckich wielki -- większy niż u nas niedostatek rąk do pracy rolniczej, bo tam już, jak we Francyi lud wiejski coraz tłumniej ciśnie się do miast bogatych, -- i w olbrzymiejącym przemyśle fabrycznym lepszego szuka zarobku, niż mu go rola dać może!
Niemieckich rolników bieda zmusiła do używania machin zamiast rąk. Czyżby *tylko nam* siła pary nieprzydatną była, kiedy jej miliony ludzi błogosławią? W całej Galicyi dwie tylko mamy dotąd machinki parowe, wyłącznie posłudze rolnictwa oddane -- jedną o sile 8 koni w _Opólsku_ w Żółkiewskiem, drugą od kilka dopiero tygodni w _Wojniczu_ koło Tarnowa. Wielkiem zwane księstwo Darmstadzkie ledwie dziesiątą część przestrzeni Galicyi zajmujące -- ma ich 60!
Dla ułatwienia rolnikom kredytu, mamy jedno na cały kraj towarzystwo kredytowe; -- kiedy np. Saxonia piątą część przestrzeni Galicyi zajmująca, gdzie rolnictwo zwłaszcza obok bogatego przemysłu podrzędne dotąd ma stanowisko, jest takich towarzystw kredytowych sześć, a jedno wyłącznie dla wspomagania urządzeń rolniczo gospodarskich (Landes-Cultur-Rentenbank)!
W poczet najdzielniejszych środków uśmierzyć biedę kraju zdolnych liczymy zniesienie ograniczeń podzielności gruntów, -- i z radością czytamy, że wniosek taki złożono sejmowi.
Ale bardzo ważna i zbawienna ta reforma, którą uchwalając Sejm nasz, utoruje drogę do naprawienia ciężkich błędów od XVII wieku gospodarstwo nasze gnębiących, -- jeźli ma nie na szkodę kraju się obrócić, musi w zastósowaniu swojem znaleźć rolników podtrzymywanych szczerą opieką praw rolniczych i ułatwień kredytu. Głownem jej zadaniem obok wielu innych -- zastąpić obszar -- usilnością; lecz _bez opieki_ praw i kredytu zamiast zbawić tych, którychby z kłopotu wywieść miała, -- otworzy tylko wrota obcym spekulantom i zamiast wesprzeć, -- wywłaszczy.
Nie łudźmy się nadzieją, że stosunki układać się będą do miary naszego widzenia, -- ale raczej my widzenie nasze układajmy do zmiany stosunków. Bądźmy pewni, że prąd życia społecznego prze naprzód wytkniętym torem, i jeżeli z nim rączo podążać nie będziemy, -- przemknie on po głowach naszych i -- powali nas!
Jeźli nikt nie wątpi, że nam dziś pilno w rolnictwie rutynę zastąpić _nauką_, to czasby już przestać się łudzić, że słabe siły towarzystw rolniczych utrzymać zdołają szkoły Dublańską i Czernichowską. Nosi na ręku matka niemowlę, -- ale próżno siliłaby się miłość macierzyńska na dźwiganie wyrostka! Dosyć -- ba wiele zasługi towarzystw naszych, że wychowały te niemowlęta -- i u suchotniczej piersi wykarmiły tak zdrowo! Dziś już mają prawo zdać na kraj dalsze tych szkół utrzymanie.
Ale utrzymania tego nie zapewni coroczne żebranie; -- trzeba fundusz stały obymyśleć i wyznaczyć. A toć przecie pojedyncze miasta nasze ze skromnych funduszów swoich pofundowały szkoły gimnazyalne i utrzymują dostatnio; -- a _kraj cały_ nie byłby w stanie utrzymać dwóch szkół rolniczych?
Czasby już zastanowić się nad tem, dlaczego to n nas -- jak w żadnym innym kraju, prawdziwy proletaryat jeśli jest, -- to w inteligencyi, -- nie w bluzie, ale w szaraczku!
Czasby też obok szkół, co kształcą przeważnie _konsumentów_, urządzić także szkoły _producentów_! Nie zapominajmy, że jak słusznie ostrzega _E. Stawiski_: „o ubóstwo narodu rozbijają się wszystkie usiłowania na polu literatury, sztuki, umiejętności;” ......że jeżeli rolnictwo zostanie opuszczonem, „to wyrosła ztąd nędza, opuszczenie i niemoc rozleją się na wszystkie siły całego organizmu, i wszysko zostanie zgubionem, tak jak najwznioślejsze natchnienia nieśmiertelnego ducha, kończą się dla ziemi rozbiciem jego materyalnej powłoki”.
Nie rychłobyśmy skończyli, gdyby wyliczać przyszło wszystkie pilne a ważne roboty, któremiby się źródła niedoli odwieść od kraju godziło -- a na które trzeba funduszów! Aleśmy tylko ważniejsze chcieli rzucić myśli co do potrzeb rolnictwa i przemysłu; -- o urządzeniu komunikacyj lądowych i wodnych pomówimy następnie rozważając potrzebę nastręczenia głodnym zarobku.
X.
W wywodzie naszym o niedoli kraju staraliśmy się uzasadnić przekonanie, że jawiący się na Pokuciu głód jest tylko jednym z wielu objawów ciężkiej, zdawna zaniedbanej choroby gospodarstwa krajowego; że tedy lecząc zasadnie chorobę już przeto i symptom jej usuniemy.
Dlatego nie zdało się nam potrzebnem fundusze kraju wyczerpywać wprost na zakupno zboża, ale raczej tylko na pożyczki, zarobek i jałmużnę. Zboża bowiem dostarczy niewątpliwie handel party najskuteczniejszym bodźcem, bo nadzieją zysku, a w drodze swojej kierować się będzie niemylną w handlu igłą magnesową ku tym właśnie stronom, gdzie mu większy odbyt będzie zapewniony. Wydział krajowy uczyni przeto wszystko, co może, jeźli użyje moralnego wpływu i nacisku powagi swojej na trudniących się handlem zboża, -- jakeśmy to powyżej radzili -- dla zachęty i obudzenia ich dla dobra krają gorliwości.
Winszujemy Wydziałowi krajowemu, że mu roztropna uchwała sejmu wolne zostawiła ręce, że mu nie narzucono _obowiązku_ zakupywania zboża! -- Uchwała ta uchroniła go od niewysłowionych przykrości, -- głodnych od cięższej drożyzny, a fundusz krajowy od niewątpliwych strat, któreby bezowocnie ponieść musiał.
Nie idzie wszakże zatem, iżby komitety Wydziału do zaopatrzenia głodnych w żywność potrzebną nie znalazły się zwłaszcza pod koniec przednowku, w nieuniknionej konieczności dostarczenia _w ostatniej potrzebie_ chleba nieszczęśliwym.
Przezorność owszem każe być na to przygotowanym. Ograniczając atoli obowiązek ten komitetów na wypadek _ostatniej, nieuchronnej potrzeby_, radzimy im w takim nawet razie nie wdawać się w handel zboża, ale wprost zakupić chleb albo suchary i tę _gotową żywność_ w razie danym mieć do rozporządzenia. Będzie to prawdziwa dobroczynność, -- działanie godne wybrańców kraju; -- a nadto przedsięwzięcie nie narażające funduszu krajowego na straty, w jakie popchnąćby musiało awanturowanie się w handlu zbożowym. -- Dziś już możnaby wejść w układy o dostawę chleba z piekarniami pp. hr. Adama Potockiego w Tenczynku, Barucha w Podgórzu i Domsa we Lwowie na termina Maja i Czerwca. Dlatego też dobrzeby było, gdyby Wydział krajowy komisarzom swoim śledzić zalecił ruchy dowozu i fluktuacyę ceny, ażeby zawsze obrotu całego miał ewidencyę, i w razie nadzwyczajnego górowania ceny, czy to zbytnią chciwością handlarzy, czy pospolitą, a czasu głodu przesadną obawą spowodowanego, mógł zarządzić kupno chleba i dowozem onego w miejsca właściwe, wpłynąć na umiarkowanie ceny.
Dobroczynna ta przezorność Wydziału wtedy nawet będzie pożądaną i zbawienną, gdy głodni będą mieli zarobek. Przedając im bowiem chleb tani a zdrowy, właśnie dopiero taką pomocą sprawi, że ten zarobek stanie się dla biednych wystarczającym!
Gdy roku 1786 głód trapił te same, jak dziś -- okolice na Pokuciu, wcale tam jeszcze dróg bitych nie było, a przeto niedostatek plonu i nie już trudność, ale zupełna niemożność dostawienia ziarna z żyznych dzielnic kraju podniosły cenę żyta do niesłychanej na owe czasy drogości, -- bo z sześciu zł. pol. za korzec do 28miu, i nędza ludu była bez granic. Wtedy to nadesłano z Wiednia pieniądze na budowanie gościńców, a ze spichrzów okolicznych dóbr koronnych zboże rozdawać głodnym polecono; w skutku też tych zarządzeń cena żyta niebawem spadła na złp. 14. To pojmujemy; ale równie pojmie każdy, że cena żyta byłaby wówczas o wiele wyżej się wzniosła, gdyby rząd był polecił zakupywać zboże. Dziś też radzimy, żeby chleb Wydziału krajowego był niejako _regulatorem_ ceny zboża w potrzebie, nie zaś Wydział ten na targowicach zbożowych konkurentem i mimowolnym onej licytantem. Dobre drogi bite i żelazne ułatwiają dziś wielce to, co w roku 1786 niepodobnem było. -- Jak ziarno na chleb, tak też i ziarno na siew znajdą włościanie, jeżeli pożyczka i zarobek dostarczą im na to funduszu.
Niepodzielamy bynajmniej zdania wyrażonego w obradach sejmowych, jakoby na siew koniecznie _ziarno_ rozdawać należało z obawy, że włościanin łatwiej pieniądze utraci. -- Przeciwnie najmocniej jesteśmy przekonani, że hultaj czy niebaczny (a o takich wszakże tylko idzie) łatwiej niż pieniądze, właśnie zboże sobie da wyłudzić. Chytry przemysł po karczmach i kramach na mienie włościan dybiący, -- ten przemysł, który tak trafnie w poezyach biblijnych maluje _Witwicki_:
„....Siedzi bezbożnik na zdradzie W ukrytem miejscu, jako lew w jamie, Przed nogą brata sidło swe kładzie, Chytrze mu czyni i kłamie--”
ten przemysł zawsze mniej na grosz chłopa łakomy, aniżeli na jego ziarno, przychówek i wszelki dobytek -- a to z tej prostej przyczyny, że na tem więcej, niż na gotówce zarobi. A wszakże w czasie głodu dla przemysłu takiego nie masz ponętniejszego towaru, jak zboże co dzień, co godzina drożejące.
Głębokieto wżycie się w stosunki tego przemysłu, zdrowy to rozum chłopski przemawiał przez usta tych włościan-posłów, którzy domagali się uchwały sejmu, żeby zapomogi na żywność, równie jak na zasiew wiosenny *nie zbożem*, ale pieniądzmi rozdano.
II.
_O zarobku._
Oprócz pożyczki ograniczonej na mniej liczny zastęp podupadłych rolników, dających rękojmię oddania onej, najdzielniejszym środkiem wsparcia w czasie głodu jest nastręczenie zarobku biednym. Zważywszy jednak, że przy niedostatku powszechnym prywatni ludzie ograniczając ile możności wydatki swoje do miary nieodzownej potrzeby -- już przeto uszczuplają wszelki zarobek w lepszej dobie dostatni; -- obowiązek obmyślenia wystarczającego ubogim zarobku spada zupełnie na rząd krajowy.
Łącząc względy dla ubogich z pilnem baczeniem, ażeby środkiem zarobku były prace dla powszechnego dobra podjęte, -- *wolno* na cele takie nie skąpić wydatków, bo fundusz na pożytek kraju wydany, nie wydatkiem jest *ale posiewem*.
Niepodobna wyliczać wszelakich zajęć, jakieby głodnym w trudnéj chwili nastręczyć mogły zarobku; wszędzie je poda sama miejscowość i usposobienie ludności. Jak wszakże i ta w wyborze środków roztropnie działać należy, przytoczymy dla przestrogi, że czasu ciężkiego na Szląsku głodu 1847 r. urzędnicy prascy uchwaliwszy bezwzględnie ścinanie i rąbanie drzewa w lasach jako środek zarobku dla mdłych, źle odzianych i do téj ciężkiéj pracy nienawykłych tkaczów, -- wywołali słusznie okrzyk bolesnego współczucia u filantropów i uczonych całej Europy. Dziś też jeszcze statystyka nie może się dorachować, czy więcej biednych tkaczów wymarło tam z głodu, czy z wysilenia i zaziębienia przy rąbaniu drzewa!
Mądrej przezorności świetny stawia przykład miasto _Lyon_ we Francyi czasu głodu 1837, i najlepszy to nam wzór, jak można _wielką_ niedolę -- _małemi_ ukoić środkami!
Skutkiem handlowego przesilenia w Ameryce, -- w samym _Lyonie_ 20.000 wyrobników straciło nagle zarobek. Urządzono komitet; -- składki i dary możnych dobroczyńców przyniosły znaczny, ale w obec tak wielkiéj niedoli bardzo niedostateczny fundusz 126.600 franków. Ubytek zaś zarobku nieszczęśliwych wyrobników fabrycznych wynosił miesięcznie _dwa miliony_; -- a kryzys ta okropna *trwała ośm miesięcy*!
Fundusz zebrany wprost jako jałmużna rozdany, byłby zaledwie _na czternaście dni_ wystarczył zgłodniałym. Więc zarządzono różne budowy, bądź rzeczywiście pilno potrzebne, bądź takie, któreby zresztą za lat kilka dopiero podjęto.
Budowano tedy olbrzymią szopę na skład towarów, budowano redutę forteczną, -- bito drogę użyteczną, sypano groblę, -- urządzono smętarz a powoli zachęcono zamożniejszych fabrykantów do otworzenia napowrót warsztatów choć nadzieja zysków ledwie w dalekiéj się jawiła przyszłości. W rozkładzie robót bardzo roztropnie żonatym dawano zarobek przy pracach w samem mieście, -- bezżennych zaś wyprawiono do odległych robót i tam, żeby ich nie oddawano na pastwę nie sumiennym szynkarzom, komitet pobudował baraki w różnych przestrzeniach, gdzie dostarczoną przez ajentów swoich żywność i napoje po stałych a umiarkowanych cenach przedawano robotnikom.
Tym sposobem żywiąc tysiące głodnych przez ośm miesięcy, -- z uzbieranych składek zaledwie tylko 55.000 franków użyto w pomoc na wyżywienie najuboższych; -- 25.000 dano na zasiłek bankom zastawniczym; resztę zaś 46.000 franków przechowano korzystnie i użyto na wsparcie, gdy 1840 roku nowe przesilenie handlowe wyrobników lyońskich znowu pogrążyło w nędzę.