O Sprawie Glodowej W Galicyi 1866 Luzne Uwagi

Part 3

Chapter 3 3,393 words Public domain Markdown

Dumna, -- ale szlachetnie dumna arystokracya angielska prześcignęła niepopularnego króla: najbogatsi lordowie przestali zupełnie używać chleba, poprzestając na pieczonych ziemniakach. -- Młynarzom nadto polecono, żeby z bushla pszenicy (1/8 kwartera) -- odciągali najwięcej tylko 4 funty otrąb, -- a przeto niemal 8 fantów z cetnara. Była to tedy mąka na chleb razowy.

Podobną oszczędność zalecano też w Anglii i za naszych już czasów. Podczas głodu 1847 królowa Wiktorya ogłosiła Indowi, że dla siebie i dworu kazała na chleb używać tylko pośledniej mąki!

VI.

9. Ze wszystkich zalecanych dotąd sposobów szczędzenia chleba, najważniejszym, a znikąd w wątpliwość nie podawanym, znikąd nie atakowanym jest zakaz sprzedawania chleba _świeżego_; -- jedynąby mu zarzucić można niedogodność, że wymaga nieubłaganie surowej kontroli policyi.

Nie będziemy się zapuszczali w uczone wywody chemistów dowodzących, dla czego chleb nie świeży strawniejszy jest i sytniejszy. Dla celu pisma naszego wystarczy podać fakt, że tak jest. Poświadczą nam to niezawodnie gospodynie nasze; i między nami trudnoby znaleść takiego, coby faktu tego z własnego nie mógł stwierdzić doświadczenia; -- ale mniej wiadomem będzie, jak ważnym jest wpływ takiego zakazu w ekonomice krajowej. Anglia w ciągłym niedostatku zboża, często głodem trapiona, wielokrotnie sprawdziła u siebie, że ścisłem przestrzeganiem takiego zakazu oszczędza się w roku *czternastodniową* potrzebę chleba, a zatem 1/26 rocznej potrzeby chleba w kraju. Poświadcza to znakomity, a w obliczeniach swoich bardzo sumienny dostojnik Anglii, ekonomista *Tooke* z akt urzędowych. Poznamy wielką ważność tej oszczędności, obliczywszy potrzebę chleba kraju naszego. Chroniąc się pozoru wszelkiej przesady, liczymy na codzienną konieczną potrzebę zdrowego, zupełnie nie pracującego żebraka, oprócz innej strawy, 1 funt chleba dziennie; -- potrzeba na to rocznie 2 korce żyta. Ludność Galicyi -- 4 i pół miliona -- spożywa tedy oprócz innej strawy, li-tylko chlebem 9 milionów korcy żyta.

Gdyby tedy nikt w kraju przez rok cały nie jadł chleba świeżego tylko czerstwy, oszczędziłaby Galicya 346,154 korcy żyta, to jest więcej niż wysiewają rocznie żyta obwody: Brzeżański, Stryjski, Stanisławowski, Czortkowski, Tarnopolski i Kołomyjski razem! Pomiar katastralny wykazuje na przestrzeni tych sześciu, 495-3/4 mil kwadratowych zajmujących obwodów 1,833,800 morgów roli. Przyjąwszy tedy w trzech-polowem gospodarstwie połowę ozimego zasiewu na żyto, wypadnie 305,633 korcy żyta. Gdy wszakże zważymy, że na rozległem podgórza Stryjskiego, Stanisławowskiego i Kołomyjskiego obwodu, bardzo mało żyta uprawiają, -- okaże się, iżeśmy za mało liczyli i w oszczędność wykazaną bez przesady załiczyć mogli jeszcze potrzebę siewnego ziarna żyta w siódmym obwodzie Samborskim.

W Anglii w czasie głodu nie wolno sprzedawać chleba aż we 24 godzin po wyjęcia z pieca. Naśladują tę mądrą przezorność niektóre kraje niemieckie, ale że oni wszystko chcą lepiej wiedzieć i gruntowniej robić, więc dopiero po upływie 48 godzin chleb sprzedawać pozwalają. W *Sztutgardzie* nie podobała się ta nowość Szwabom tak dalece, że w roku 1847 wojsko musiało osłaniać piekarnie i siłą broni w ulicach utrzymywać powagę mądrej i zbawiennej ustawy; -- przeciwnie w światlejszej Saksonii lud wdzięcznie uznawał pożyteczność zakazu świeżego chleba i ściśle wypełniając rozporządzenie troskliwego rządu, szczęśliwiej niż inne kraje i o wiele taniej przebył tę ciężką dobę niedostatku.

Zdrowego, zbożowego chleba nic nie zastąpi, -- a zalecane różne surogaty zawsze lepiej tuczą oszustów przedających, niż głodnych kupujących; -- i wcale już czasu głodu czynić lub zachwalać niedorzeczne experymenta, zamiast troszczyć się uczciwie o suchy ale zdrowy kęs chleba dla biednego, -- niegodne jest!

Bogdaj też czy ludowi w Sztutgardzie nie tyle chodziło może o świeżość chleba, ile go drażniło podejrzenie, że to chleb nie zbożowy chyba, a podejrzenie uzasadnione przypomnieniem podobnej karystyi w roku 1817. Poczciwi Niemcy, przy swojej szacownej pracowitości i żądliwości wiedzy, istnie chorują na gruntowność, choć zadaleko się posunął jeden z dyplomatów niemieckich, co napisał: _„Der Fluch des deutschen Volkes ist die deutsche Gründlichkeit”_.

Ale to prawda, że profesor niemiecki nie opuści nigdy sposobności robienia gruntownych dociekań _in anima vili_.

Biada, jeżeli człowieka -- stokroć biada, jeśli naród -- kraj cały -- Niemiec upodoba sobie za przedmiot dla swoich experymentów!...

Otóż czasu głodu 1817 uczony *Autenrieth* zapomniał, że: _res sacra miser_, i na głodnych chciał czynić experymenta swoje, zachwalając Wirtemberczykom jako specyał osobliwy i dziwnie posilny -- *chleb z drzewa*. Ogłosił uczoną o tem rozprawę, naturalnie pod tytułem: *Gründliche* _Anleitung zur Brotbereitung aus Holz_.

Znalazł nawet nakładcę! _Osiander_, księgarz w uczonej _Tybindze_ wydał na świat to cudactwo spaczonego rozumu. -- Nie podobna przypuścić, iżby ci sami, których takim chlebem żywiono, mogli w 30 lat później hałasować jeszcze w Sztutgardzie; byli to prawdopodobnie ich niewdzięczni potomkowie.

Równie trudnoby nam w zachodniej stronie Galicyi znaleźć dziś świadka, coby z własnego doświadczenia mógł stwierdzić wartość chleba z *perzu*! zachwalanego tu z urzędu głodnym w roku 1847. -- Podobnoś nie zdążyli nieboracy ususzyć go, umleć, upiec i spożyć..... Widywaliśmy bowiem w on czas na przednówku, nawet po ulicach Krakowa, chłopów z Galicyi konających z wiązką perzu w zanadrzu a niekiedy nawet niedojedzoną w ostach zsiniałych!

Zbyt poważną i chwila -- w której, -- i cel dla którego to piszemy, abyśmy przykre to wspomnienie podnosić chcieli dla marnego znęcania się, nad nieporadnością i brakiem taktu ówczesnych organów rządu naszego. Dalecy od tej myśli, uznaliśmy wszakże za obowiązek wskazać dziś właśnie, do czego dojść można, -- dojść się *musi* koniecznie, jeźli niedola najdzie nas nieopatrznych, jeźli lekceważąc potrzebę przysposobienia żywności, nazbyt podniesiemy ważność _pieniężnej_ zapomogi! Tak dziś, jak w r. 1847 zaczęto od rozdawania pieniędzy, a gdy ubogie zasoby wyczerpano _przed czasem najgorszym_, -- musiano, powtarzamy, -- _usprawiedliwiamy_: *musiano* _zejść do apologii perzu_! Musiano tem bardziej, bo radził o nas rząd wtedy _bez nas_; bo kraj wtedy bolał, ale głosu nie miał; a -- rząd choćby najtroskliwszy, -- już z natury swojej, już z zadania swego twardszą, zimniejszą ma rękę!

A była to roku 1847 właśnie owa chwila, gdy wiara o wszechmocy rządu doszła była do szczytu zgubnego zarozumienia! -- Dzisiaj inaczej!

Rząd dzisiejszy uznał mądrze niemoc swojej wyłączności, i powołując kraj do udziału w radzie, -- troskę o głodnych zdał na rozum kraju, na serce i -- na siłę kraju! Niedolę biednych czuje kraj dzisiaj wielkiem bo zbiorowem sercem swoich wybrańców -- zaradzić jej też winien ich wielkim, zbiorowym rozumem!

Kończąc uwagi nasze, -- troski nasze o *zboże* na chleb, -- a przystępując według założenia naszego do rozważania troski o *pieniądze*, wołamy z głębi serca, szczerze dzielącego ich trudy, z dobrej chęci pomożenia im w dźwiganiu ciężkiego brzemienia zadania wołamy: Baczność! Baczność, żeby pośpiech nie zaszkodził oględności! Ostrożnie z pieniądzmi -- ostrożnie z pożyczką!!!

VII.

*Pieniądze* -- _nervus rerum_ -- jak na wszelką wojnę, tak i na wojnę z głodem koniecznie potrzebne.

Zapomagać w niedostatku pieniędzmi można trojako:

darem czyli jałmużną, -- obmyśleniem pracy czyli zarobkiem i -- zaliczką na zwrot, czyli pożyczką.

U nas głównie błądzono przeto, że do walki z głodem nie występywano z rozwagą, -- z zasadnie obmyślonym programatem. Takie postępowanie w każdej wojnie zgubne, -- w wojnie też z głodem niemoże być zbawiennem. Błądzono też przeto, że sprawy głodowej nietraktowano nigdy dotąd -- jak należało -- _ekonomicznie_, ale zawsze _politycznie_.

Dziś, gdy po zebraniu się sejmu, kraj powołano do wspólnej z rządem rady, gdy przeto zaniechano kosztownej a niepożytecznej gonitwy o pierwszeństwo, -- dziś godziłoby się -- unikając dawnych błędów, w tej bardzo zwikłanej sprawie iść rządowi ręka w rękę z krajem, i zasadnie rozglądnąwszy stan rzeczy, dobrze uorganizowaną wyprawę urządzić na głodowe licho!

Oby nam troskliwość o dzisiejszy niedostatek nieusunęła z pamięci przekonania, że niedostatek ten będzie jeszcze wzrastał; -- że w lutym będzie dotkliwszym niż dziś, a w maju dotkliwszym niż w lutym! Rzecz bowiem jasna, że zapasy chleba jakie dziś są, szczupleć będą z każdym dniem, a nowych nie będzie przed sierpniem!

Za tem przekonaniem iść musi koniecznie i kolej wsparcia, w odwrotnym oczywiście stosunku: dziś szczuplejsze, chłodniejsze, oględniejsze, -- a czem dalej -- hojniejsze, gorętsze!

Dla tego też powyżej wymienionym trzem rodzajom wsparcia taką loiczną zaznaczamy kolej:

1. Pożyczka, jako fundusz na zapomogę, zarobek i jałmużnę, najprzód potrzebna;

2. Zarobek;

3. Jałmużna;

W tej też kolei mówić o nich będziemy.

I.

_O pożyczce._

*Czy nam łatwo dostać pieniędzy?* -- to nie ulega żadnej wątpliwości. U nas wszyscy biedni, -- wszystko biedne; -- _ale kraj zamożny!_ Kraj szukając pożyczki, nie potrzebuje żebrać u banków; -- banki owszem ubiegać się będą, bo dobry to dla nich interes; -- a gdyby twarde stawiali warunki, mianowicie, gdyby gotówki dać nie chcieli, -- to i bez nich damy sobie radę; nie poddawajmy się zwątpieniu!

Jeśli z banku, to *gotówką* tylko braćby należało, i to byłoby najlepsze. Jeśliby zaś uznano koniecznie brać listy zastawne lub losy loteryjne z kuponami i o chwiejnym kursie; -- jeżeliby uznano koniecznie, pomnożyć massę tych nieszczęsnych procentowych papierów, więżących kredyt i skostniających kapitały, z natury swojej do ruchu i obiegu przeznaczone; -- a toćby najlepiej wyjednać upoważnienie rządu, żeby Wydział krajowy sam takie papiery wydał. Konkurowałyby one niezawodnie zwycięzko z wszelkimi innymi, jak niegdyś konkurowały listy zastawne tow. kred. galic., choć przez długie lata niechciano ich notować na giełdzie wiedeńskiej.

*Ile nam potrzeba?* -- To zależy od tego, o ile uzna sejm za właściwe, niedoli kraju zasadnie zaradzić, czyli też tylko zagoić jeden z tej niedoli wydatniej powstały wrzód, -- _jeden_ jej symptom -- głód! czy zechce on złe wytępić w zarodzie, czy tylko biedę chwilową, w jednem zakąciu kraju objawioną, -- ukoić równie chwilową zaradą; -- słowem zależy to od tego, czy sejm w leczeniu choroby kraju chce być _homeopatą_, czy _operatorem_!

Gdybyśmy tylko symptomatyczne leczenie głodu wschodniego zakącia mieli na uwadze, -- nie bylibyśmy podnosili głosu: pewni, że wydział sejmowy z dat dostarczonych mu przez rząd i członków sejmu, najdokładniej obeznanych ze stosunkami okolic dotkniętych plagą, -- najlepiej zdoła stan sprawy rozpoznać i według potrzeby zaradzi.

Poczucie obowiązku dziennika krajowego wskazuje nam wszakże potrzebę wyższego w tej sprawie poglądu, -- wskazuje też prawo zwrócenia uwagi reprezentantów kraju na źródła złego, o ile się nam rozpoznać one udało.

Otóż głosowalibyśmy za tém, żeby zaciągnąć wielką pożyczkę, -- i nie półśrodkami, ale całą siłą uderzyć na złe, które trapiąc nas ciągle, bez przerwy prawie, bez oddechnienia, -- nie pozwala nam rozwinąć _gospodarstwa kraju_, nie pozwala nawet wydobyć z ziemi niewyczerpanych, poczęści nietkniętych dotąd skarbów, jakich dobry Bóg w szczodrości swojej nie poskąpił naszemu krajowi! -- _Po raz pierwszy_ teraz w złej dobie odsłaniamy je z ufnością! Zobaczymy, -- czy banki wiedeńskie zdobędą się na dumę *Skarbka*, -- gdy pozwalając im złożyć w bezpiecznym chramie naszej ziemi skarby ich zabiegów, o pożyczkę do nich się udamy, -- czy wrzucą tam klejnot złota! A łatwiejby to im przyszło, i zawszeby na ich korzyść chromiało to porównanie, bo *Skarbek* już się nigdy nie spotkał ze swoim pierścieniem, -- oni zaś pewni być mogą, że klejnot z lichwą odzyszczą; -- pewni być mogą, że kraj -- acz nie swoją wygłodzony winą -- szczérzéjby odrzekł im *Habdank*!

Baczni, żeby nad możność nie obciążyć kraju, zasiądźmy do liczby, ile też mamy rękojmi, -- a najprzód w ziemi. Galicya ma:

morgów wartości Roli 5,534.505 po 50 fl. = 276,725.200 Łąk i ogrod. 1,761.936 „ 75 „ = 132,145.200 Pastwisk 1,142.161 „ 20 „ = 22,843.220 Lasów 3,419.589 „ 25 „ = 85,489.725 ____________________ razem 42 fl. = 517,203.345 fl.

Pomimo, że bardzo znaczne dobra kościelne, funduszowe i majoraty zupełnie są wolne od długów, -- przyjąwszy przesadnie połowę tej wartości ziemi na długi i ciężary wszelakie; pozostaje przecie 250 milionów guld. austr. jako czysta wartość ziemi, -- a zatem roczny z niej pięcioprocentowy dochód na 12-1/2 milionów guld.

Baron Czörnig zgodnie z kadastrem liczy z morga użytecznej ziemi w Austryi przychód na 15 guldenów, a na uprawę, podatki i ciężary ziemskie, potrącając 2/3 -- liczy dochód z morga po 5 guldenów. W zastosowaniu do Galicyi, uczyniłby dochód czysty z 11,858.190 morgów użytecznej ziemi naszej 59,290.950. Strąciwszy tedy połowę na opłatę długów hipotecznych, pozostałby dochód gospodarski 29,645.475 guldenów. A ponieważ oczywiście za wysoko przychód z gruntu przyjął, redukując go jeszcze do połowy, staniemy blizko liczby, wyżej z wartości ziemi wywiedzionej; i tylko dla tego podaliśmy tu urzędowe obliczenie, żeby tém wybitniej stanęła słuszność a nawet skromność naszej liczby.

A owoż jeszcze inna liczba. Galicya płaci rocznie rządowi:

Razem Wschodnia. Zachodnia. == guld. austr. podatków stałych 4,548,900 -- 2,295,780 == 6,838,680 „ niestałych 11,772,470 -- 7,631,435 == 19,403,905, dóbr i lasów narod. 263,635 -- 86,355 == 349,990, z różnych źródeł 87,111 -- 27,118, == 114,229. ___________________________________________________________ W ogóle 16,666,116 -- 10,040,688 == 26,706,804.

Z tych zestawień widzimy, że gdybyśmy rękojmię pożyczki dali tylko na ziemi, -- moglibyśmy bez obawy przeciążenia kraju zaciągnąć 12 milionów guldenów, bo tyle wynosi przesadnie nisko obliczony dochód z tej ziemi; -- a przecież nie lekkomyślnie zadłuża się ten, co tyle tylko pożycza w potrzebie, ile ma rocznego dochodu. A wierzyciel uzna bez wątpienia dobrą rękojmię w dłużniku, który o połowę mniej pożycza, aniżeli z mienia swego opłaca podatku!

Byłaby tedy pożyczka łatwa -- i krajowi nie ciężka bynajmniej. Idzie teraz o to, jak ją użyć? jak nią rozporządzić?

Głodnym pożyczać -- niepodobna! Pożyczka musi mieć rękojmię oddania, -- a głodny żołądek, to zła hipoteka.

Niechąc ani siebie łudzić, ani na cięższą potém biedę narażać biednego, pożyczkę dać można tylko na rękojmię produkcyi -- a jedzenie to nieprodukcyjne przedsiębiorstwo, -- to konsumcya.

*Pożyczkę* tedy dać można takim tylko:

_a_) Którzy nie na pożywienie, ale na prowadzenie żywiącego ich gospodarstwa lub rzemiosła potrzebują wsparcia, bez którego popadliby w nędzę. Tak rolnikowi, któryby bez tej zapomogi musiał przedać bydło na chleb, a przetoby podupadł i nie mógł obsiać na wiosnę, -- tak rzemieślnikowi na materyał, z którego wyrobione rękodzieło żywi go z rodziną, a którego w skutek drożyzny i niedostatku albo wcale kupićby nie był w stanie, albo lichwa zań dana pochłonęłaby cały zarobek i potrąciła go w nędzę.

_b_) Rolnikom, którym nie brak ani żywności ani ziarna siewnego, ale brak funduszu na prowadzenie większego gospodarstwa, -- a którzy gdyby gospodarstwo to zaniechać lub rozwój jego ścieśnić z niedostatku musieli, nietylkoby sami upadli, aleby rozpuścić musieli czeladź służebną i zarobku dawaćby nie mogli ludziom z dziennej pracy, z tego u nich zarobku dotąd żyjącym. Zasiłek dany takiemu rolnikowi, chroni tedy od nędzy nie jego tylko samego, ale przy nim wiele innych rodzin, jest tedy zapomogą daną na wyżywienie wyrobnikom *pośrednio* za rękojmią pewniejszego dłużnika.

Pożyczkę taką niedość dać za pewną rękojmią. Zadaniem sumiennych rozdawców byłoby pilnować surowo, żeby też wyłączenie na cel przeznaczony użytą została. Dłużnik bowiem biorący ją, a używając onej na cele inne, krzywdzi wprost tych, których miał za pośrednictwem własnego *interesu* ratować od głodu. Dobrzeby tedy było dawać ją tylko za wyraźnem na piśmie danem oświadczeniem, na jaki użytek zapewniający pośrednią pomoc wyrobnikom, użytą zostanie -- i tylko po sprawdzeniu właściwości takiego użytku.

Ależ takie zasiłki dawane pojedyńczym osobom nie zaradzą złemu stanowczo; i nie większa będzie ich wartość, jak kiedy w wylewie rzeki zatkamy kilku łopatami ziemi wyrwę w grobli, a nie usuniemy raczej zatoru lodów, zapierających bieg wody, która niebawem parta na odwrót wyrwie znowu zawał niezdarny i powódź zrządzi tem sroższą.

Będzie to pomoc z dnia na dzień; -- otarcie łez, ale nie usunięcie łez tych powodu! Więc otarte, znowu popłyną...!

W Anglii klęski niedoboru żniwa nie cenią według sumy na sprowadzenie zboża wydanéj, -- ale według stósunku _przywozu_ zamorskiego zboża do _wywozu_ płodów przemysłu swego: owoców swéj pracy. Tam w takiéj dobie krzątają się wszyscy o pomnożenie wywozu, żeby w skarbie narodu zrównoważyć klęskę.

W roku głodu 1839 zapłaciła Anglia za zamorskie zboże jedenaście milionów funtów szterlingów, na zażegnanie okropnego głodu 1854 roku dokupić musiała ziarna za 21 milionów; a przeto w dwójnasób więcej. Mimo to klęska 1854 nie kosztowała tam więcéj jak w roku 1839; -- bo w roku tym Anglia przedała światu wyrobów swoich za 55 milionów funtów, -- a zaś w roku 1854 za 97.

Słusznie też wołają ekonomiści z przerażeniem: „Na Boga, cóżby się było z Anglią stało, gdyby płacąc za chleb dla ludu 21 milionów, -- nie mogła była 1854 roku wywieźć więcej towarów, jak 1839!” -- Tak to tam liczą!

To nie pożyczka, -- to zaliczka! Tam praca daje, praca oddaje!

Czemże my spłacimy zaliczkę, jeśli nie będziemy podobnej jak Anglicy liczby czynili?

Pojedyncze osoby zasilone od biedy nie zwrócą pożyczki, --

bo u nas bieda powszechna a dawna, bo u nas:

„...niemasz domu żadnego i żadnego męża „Którego jarzmo długów wzdy nie uciemiężą.

„...W tym kale zanurzony, w letargu uśpiony „Rzym wzruszyć, któryż sposób mógł być znaleziony?”

(_J. E. Minasowicz_. Farsalija.)

_Ziemia_ kraju dostanie pożyczkę -- ale oddać ją może tylko -- _praca_ kraju!

VIII.

Na wstępie tych uwag (stronnica 2.)wyraziliśmy przekonanie, że nieurodzaj zboża sam przez się nie sprawi plagi głodowej w kraju; -- już przeto, że jako objaw normalny w pewnych mniej więcej ustępach czasu peryodycznie wracający i przemijający, powinien mieć już stałą rubrykę w budżecie kraju równie jak pojedynczych rodzin, że tedy nigdy nas zejść nie powinien nieprzygotowanych, jak skrytobójca, ale być przyjętym, jako jawny, znany wróg. W _urządzonem_ gospodarstwie powinien nieurodzaj zastać w spichrzu rezerwę ziarna z łońskiego roku, -- albo w trzosie grosz. Wtedy też tylko głodem dobodzie, gdy tego odporu nie znajdzie. -- Tak u nas bywa niestety! Nam nigdy „_końce się nie schodzą_” choć przecie jest kapitał ziemi. Ale ziemia to warsztat -- nic więcej. By na tym warsztacie przy łasce Niebios wyrobić kłos ziarna, nie dość pracownika, a jemu nie dość potem oblać czoło: wiele, o wiele innych tam jeszcze potrzeba czynników. O ile też _praca_ jest warunkiem powodzenia w rolnictwie, o tyle znowu trzeba pewnych warunków, przy których jedynie praca skuteczną być może. Otóż *niedostatek tych warunków płodności pracy* głównym niedoli naszéj powodem; ten to niedostatek sprawia, że choć wdzięczną ziemię mamy i w pracy się nie lenimy, -- lada niepowodzenie w nędzę nas potrąca.

Rolnictwo nasze żyje z dnia na dzień jak wyrobnik; -- jakże ma zasób na biedę oszczędzić, jak uróść w zamożność. Nie nasze stósunki galicyjskie kreślić zamierzył _Edmund Stawiski_, wielkiej zasługi pisarz-ziemianin, a jakżeż dziwnie trafił do miary naszej niedoli, gdy mówi:

„Między rolnictwem dla opędzenia pierwszych potrzeb życia prowadzonem a rolnictwem mającem stanowić bogactwo i pomyślność narodu, jest przestrzeń niezmierna. Pierwsze żyje jak może od dnia do dnia; drugie aby zakwitło, potrzebuje bezpieczeństwa i pokoju; rękojmi dla mienia, pracy i osoby rolnika; opieki praw w stósunkach prywatnych i ogólnych. Opadają ręce, odwaga przedsiębiercza ucieka, gdy owoce długich i ciężkich usiłowań wystawione są na igraszkę dowolności..... Kiedy takie powroty złego są ustawiczne nieomal stanem chronicznym, mowy już o wzroście rolnictwa być nie może, i trzeba energii ducha i natężeń woli, aby przetrwać złe czasy i z nową dzielnością wziąć się napowrót do dzieła w lepszej chwili!”

Takiem to życiem żyje rolnictwo n nas od dawna, -- by wszakże dalej nie sięgać, szczególnie od lat siedemnastu, od chwili zniesienia pańszczyzny. Ale rozróżniamy wyraźnie: _od chwili zniesienia_, -- nie zaś _z powodu zniesienia_! -- Jak nie dla tego słota bije w izbę, że wicher zerwał dach strupieszały; ale dla tego, żeś nowego nie dał!

Stósunek strupieszały wicher czasu obalić musiał, -- na to nie było rady; ale ztąd zguba, że nie podano ręki rolnikowi, żeby mógł inny stósunek, nowym pojęciom odpowiedniejszy bez zwłoki nawiązać!

My tak chwalimy Anglię, tak lubimy naśladować Anglię, ale zawsze tylko w świetnym objawie _gotowych rezultatów_, nie zaś jakby należało -- w ciężkim tych rezultatów porodzie, a nadewszystko nie w ludu tego mądrej poradności i roztropnej oględności.

Nie zwrócono u nas dotąd uwagi na uderzające podobieństwo położenia, w jakiem się równocześnie prawie, bo w 1846-1848 roku znalazło rolnictwo w _Anglii_ i w _Galicyi_.

Tam odebrano rolnictwu opiekę cła, tu zniesiono pańszczyznę. Zupełnie to samo: *tu* jak *tam* zdjęto rolnictwu pasek dziecięcy, postawiono na własne nogi i kazano mu własnych sił próbować.

Jakżeż odmiennie wzięto się do tego *tu* -- a *tam* -- !

*Tam* zrozumiano odrazu, ze po zniesieniu ustaw zbożowych (1846), w obec na ścież otworzonej konkurencyi zboża zamorskiego, -- przedewszystkiem trzeba podnieść produkcyę krajową, a przeto zapomódz krajowe rolnictwo. Cztery też główne, najpilniejsze ku temu parlament uznał i zarządził środki: _a_) Drenowanie mokrych pól, -- (a taką jest połowa ziemi w Anglii; _b_)Urządzenia prawodawcze ułatwiające właścicielom ziemi zaciąganie pożyczki na potrzebne w rolnictwie ulepszenia; _c_) Upowszechnienie tanich machin i narzędzi i użycie pary do posług w gospodarstwie rolniczém; -- a wreszcie _d_)wyzwolenie własności ziemi od wszelkich ścieśnień prawa rozporządzalności i od stosunków nieprzyjaznych wolnemu rozwojowi rolniczego przemysłu. -- Inżynierowie rozesłani po kraju z urzędu -- zbadali i przedłożyli plan drenowania wszelkiej mokrej w państwie ziemi. Wydatki na to potrzebne obliczono na 110 milionów funtów szterlingów, a na rozpoczęcie tej bardzo tam potrzebnej melioracyi rolniczej wyznaczył parlament zwrotnej zaliczki 4 miliony (40 milionów guld. austr.) -- Ustawa z 28 lipca 1849 regulująca rozporządzalność własnością ziemi, podniosła znacznie dobrobyt nawet w ubogiej Irlandyi -- a jak rolnicy tam korzystać umieli z ułatwienia im pożyczek na ulepszenia gospodarcze, zapiszemy dla przykładu, że obok upowszechnienia machin i narzędzi -- w latach 1852 i 1853 dzierżawcy angielscy nie licząc innych pognojów -- na samo Guano peruańskie wydali 5,160.000 funtów szterlingów! (przeszło 200 milionów złotych polskich!)

Tak uzbrojeni mogli stawić czoło niepowodzeniom chwilowym; -- głód też 1854 roku zastał ich przygotowanych i była to plaga na kieszenie, -- ale nie na życie! Po takiem to zerwaniu się na odparcie złej doli, pogodnem już okiem poglądać może w przyszłość ta Anglia, która poprzednio pomimo ochrony celniczej w 20 latach 1836 -- 1855 miała 12 lat ciężkiego nieurodzaju, -- a z tych siedm lat głodu!

W tym samym czasie i w podobnie krytycznem dla rolnictwa przejścia cóż uczyniono u nas -- dla nas? --