Język Polski, 1920, nr 3 (maj/czerwiec)
Part 1
V MAJ, CZERWIEC 1920. 3
JĘZYK POLSKI
WYDAWNICTWO KOMISJI JĘZYKA POLSKIEGO POLSKIEJ AKADEMJI UMIEJĘTNOŚCI W KRAKOWIE.
Czasopismo „Język polski” ukazuje się 5 razy w ciągu roku w zeszytach dwuarkuszowych.—Cena pojedynczego zeszytu 9 m., z przesyłką 9 20 m.—Przedpłata roczna 40 m., z przesyłką pocztową 41 m., za granicą 42 m.
Przedpłatę przyjmuje księgarnia Gebethnera i Ski w Krakowie, Gebethnera i Wolffa w Warszawie i filje.
Rocznik 1919 nabywać można za cenę 25 marek.
SPIS RZECZY
Nowa zasada rymowa. Nowa redakcja przepisu o dzieleniu wyrazów. Liberum veto choćby—w ortografji. O zjawiskach i rozwoju języka. Recenzje. Towarzystwo Miłośników Języka Polskiego
NOWA ZASADA RYMOWA.
Od XVI w. normalny rym polega w poezji polskiej na _zgodności zakończeń wierszy począwszy od ostatniej samogłoski akcentowanej_. Dobremi rymami są więc np. _f·alą—pow·alą_ lub _świ·ęto—ż·ęto_, a także _mgł·a—gr·a_, za złe uważa się: _bł·yskiem—wsz·ystkiem_, _sf·erach—czt·erech_ i t. p. Zgodność ta ma być _głosowo-słuchowa_, rzecz prosta, skoro rym jest jedną z muzycznych cech wiersza. Rymowanie _wzrokowe_, każące np. jako parę do _chm·ury_ _pisać_ też _g·ury_, pojawiało się czasem, ale z natury rzeczy nie mogło się stać obowiązującą zasadą. Naodwrót, z biegiem czasu, gdy wymawianie polskie zaczęło ulegać koniecznym historycznym zmianom, nastąpił rozbrat między niem a konserwatywniejszą pisownią, powstały nieznane w XVI wieku rymy: _wr·óci—porz·uci_, _kobi·écy—okol·icy_, _m·arzę—__k·ażę_, _przep·adnę—bezwł·adne_, _g·arnka—kuch·arka_, _p·opadł—list·opad_, od końca XVIII w. nawet: _piech·otą—zł·oto, __wi·eńce__—r·ęce_, nie mówiąc już o pomniejszych niezgodnościach _wzrokowych_, będących jednak, _głosowo_ dla większości Polaków ze sfer kulturalnych rymami bez zarzutu. Ten stan rzeczy trwał bez ważniejszych zmian przeszło sto lat, dopiero w ostatnim ich dziesiątku zaczyna się pojawiać pewne dążenie, mające znamiona nowej rymowej zasady.
Zacznę od przykładów.
Oto p. M. Rz. rymuje w »Kurjerze lwowskim« z 25 grudnia 1919:
Śnieżnym obrusem ziemia przykr·_yta_ Na wielkie gody—wigilji święto. Światka gwiazd jasne płoną w błęk·_itach_, Jeno, że złotych brak snopów ż·_yta_.
Że odcięte tu znakiem - końcówki są rymami, mimo że raz mają na końcu _-ch_, drugi zaś raz nie, tego dowodzą inne zwrotki utworu, bądź z rymami tradycyjnemi typu: _grom·adki—opł·atki—m·atki_, bądź z nowemi: 1) _usł·ana—p·ana—ł·anach_, _bog·ata—ch·atach—cz·atach_, _opł·atkach—rz·adka_, _ukoch-anych—org·any_; 2) _sz·arym—prast·ary—ofi·ary_, _ołt·arzem—w d·arze_; 3) _dol·eci—rozświ·ecił_.
Proszę się nie dziwić, że wziąłem wiersz nieznanego autora. Wziąłem go, bo jest bardzo typowy: 1) jednolitym typem odstępstw od zwyczajnej normy, 2) ilością 8 rymów nowych przeciw 16 dotychczasowym, 3) swem geograficznem pochodzeniem. Drugi z tych punktów dowodzi, że nie mamy tu do czynienia z przygodną licencją, trzeci wyjaśni się później, przedewszystkiem jednak określić trzeba istotę tego nowego rymu. Ująć ją łatwo: _spółgłoska kończąca wiersz jest obojętna, tak swem istnieniem jak i jakością_.
Tegoż typu rymów używają też z najnowszych poetów: J. Gella (Muszla i perła, Lwów): _r·amion—kł·amią_ (końcowe _-ą_ na całym wschodzie Polski wymawia się jak _-o_), _niezab·udkom—krótko_; J. Iwaszkiewicz (»Skamander«, zesz. 3.): _kr·uchy—baumk·uchen_, _ziel·onej—zmartwi·one_; Z. Karski (»Skamander«, zesz. 1.): _wybi·eżał—naści·eżaj_; L. Markowski (»Obijak«, organ »czwartaków«, 4. p. p., nr. gwiazdkowy z r. 1916): _l·ulaj—mat·ula_; A. Słonimski (»Skamander«, zesz. 2.): _gł·owę—Fidjasz·owej_); J. Tuwim (Czyhanie na Boga 1920): _p·achną—m·achnął_, _pl·unął—ł·uną—r·unął_), (»Pro arte«, zeszyt ze stycznia 1919): _s·uchą—rop·uchom_, (»Skamander«, zesz. 1. i 2.): _flec·ista—św·istał_, _orki·estrze—prz·estrzeń_, _przym·ykał—um·yka_, _o tem—tęskn·otę_, _przyrz·ekły—zaci·ekłym_; K. Wierzyński (»Skamander«, zesz. 3.): _prz·yznaj—ojcz·yzna_. Naliczyłem więc tych poetów, wszystko jedno lepszych czy gorszych, ośmiu, zaznaczam zaś wyraźnie, źe przykłady zebrałem przeważnie przygodnie, bez systematycznego przetrząśnięcia w tym celu nowych tomików poezyj i pism literackich.
Ale to nie wszystko. Jakkolwiek rzadziej, trafia się jednak _dowolność także co do samogłoski poakcentowej_. Bardzo wyraźne to np. u Iwaszkiewicza, gdzie na str. 140—1 zeszytu 3. »Skamandra« na 22 rymów spotykamy takich 3: _na n·owiu—pan·owie_, _kr·uchy—baumk·uchen_, _zaw·odzi—ogr·odzie_. Bywa też tak u Gelli (l. c.): _cz·asu—r·asą—Parn·asu_, _wi·atru—w·atrom—amfite·atru_, Karskiego (l. c.): _(była tutaj) cesarz·ową—gł·owę (w czarnych lokach pochowała_), Tuwima (Czyhanie): _ukr·yte—rozkw·itu_, Wierzyńskiego (l. c.): _szubi·enic—wi·eniec_, Słonimskiego (»Pro arte«, zeszyt ze stycznia 1919): _wi·erszy—pi·erwszy—sz·ersze_. (»Skamander«, zesz. 1.): _b·arwą—h·ardy_. [O ostatnim z tych rymów uwaga: nie jest to bynajmniej czysty asonans, bo częste u tego poety, i u innych współczesnych, _asonanse polegają na dowolności spółgłosek przy bezwzględnej identyczności samogłosek_, jak np. w tymże utworze: _Marji—umarli_, _drzemie—marzenie_, u Karskiego: _kwietnia—pletnia—jedwab_ lub (»Nowy przegląd literatury i sztuki«, zesz. 1., str. 104—5): _szeregiem—nie wiem_, _szeptem—przedtem_, _niebo—daleko_, _bagno—darmo_, _groźną—wiosną_, _lenno—ze mną_, _bezgrzesznej—niedorzecznej_, _rozróść—mądrość_, _pochyl—motyl_, _ogród—powrót_].
Najwyraźniej jednak występuje to w dwu prostych wierszach. Jeden—to wymieniona kolenda z »Obijaka«, gdzie czytamy:
To proszą o pomoc nieszczęśni r·_anni_, No bo bój na świecie wre nieust·_annie_
lub
Niech siankiem okryty w żłóbeczku l·_eży_: Na co ma tak marznąć, jak my żołni·_erze_.
Drugi—to bezimienny wiersz p. t. »Żołnierz-dziecko« (»Kurjer lwowski« z 1 grudnia 1918) z takiemi ustępami:.
Świszczą kule za oknami—Matuś! patrzaj: nasi sami, bez br·_oni_. Na ulicę czerń się wali,—Lwów nam cały dziś zabrali, puść d·_o nich_!
A choć tylko lat czternaście—Na piętnasty miał poł·_owę_— Tęgo odparł trzy napaście,—Wziął karabin maszyn·_owy_.
Z profesorem Antoś-l·_egon:_ »Jakże idzie, mój kol·_ego!?_«
Leć śniegu, leć biały—Na trumnę sosn·_ową_, Gdzie Antek śpi mały—Leć puchu śnieg·_owy_. A nakryj go c·_iszą_—A ustrój białością, Już bitwy nie sł·_yszy_,—Nie słyszy z pewnością.
W obu tych wierszach doskonale słyszymy osławioną wschodniogalicyjską wymowę, te _nieustanni_, _żołnierzy_, _połowy_ zamiast _nieustannie_, _żołnierze_, _połowę_, widoczną też u wschodniego Galicjanina Wierzyńskiego w jego wi·_eniec_, rymującem z szubi·_enic_, a więc wymawianem wi·_enic_. Wymowa ta, znamionująca Polaków z terytorjum etnograficznego małoruskiego (nietylko w b. Galicji) polega na nierozróżnianiu niektórych samogłosek, mianowicie _e_ od _i y_, _o_ od _u_, w położeniu nieakcentowanem, wszystko jedno, przed czy po akcencie.
Ale trzeba wziąć rzecz nieco szerzej. To samo bowiem nierozróżnianie samogłosek nieakcentowanych, polegające na ich słabszej, zredukowanej wymowie, charakteryzuje również, choć w trochę innej postaci, jako t. z w. _akanie_, mowę Białorusów, pomijając więc etnograficzną Litwę, jest typową cechą ludności t. zw. »prowincyj zabranych«. Stamtąd zaś pochodzi oczywiście Iwaszkiewicz, a sądząc po nazwiskach, też Słonimski (napewno nie Wielko- ani Małopolanin, skoro może rymować: _Al-askę—kauk-askie_) i Karski. Jeżelim się pod tym względem nie pomylił, to jedynym ze wszystkich wymienionych, niepochodzącym ani z Małej ani z Białej Rusi, byłby podobno Tuwim. Toteż chyba nie on jest twórcą tej nowej zasady rymowej; (do przekonania tego skłania mnie też fakt, że w jego poezjach nie umiałem znaleźć tych nowych pierwiastków, od których miał powstać nawet jakiś _tuwimizm_).
Idźmy jeszcze dalej. Skoro to słabe wymawianie samogłosek poakcentowych, charakterystyczne dla Polaków z kresów wschodnich, jest oddźwiękiem tamtejszych języków ruskich, to powinno się było odbić w ruskich rymach. Tak też jest istotnie: ta sama zasada obojętności samogłoski poakcentowej i ewentualnie następujących po niej spółgłosek, występuje na każdym kroku, uderza wprost w rymach _Szewczenki_. Oto kilka przykładów (z wydania lwowskiego, 1902) w transkrypcji:
U wsiakoho swoja dola—I swij szlach szyr-_okyj_: Toj muruje, toj rujnuje,—Toj nesytym _okom_ Za kraj świta zazyraje,—Czy nema kraj-_iny_, Szczob zaharbať i z soboju—Wziať u domow-_ynu_; Toj tuzamy obyraje—Swata w joho ch·_aťi_, A toj nyszkom u kutoczku—Hostryť niż na br-_ata_; A toj tychyj ta twerezyj,—Bohobojazł-y wyj, Jak kiszeczka pidkradeť-sia,—Wyżde neszczasł-ywyj U tebe czas, ta j zapustyť—Pazuri w pecz-_inky_,— I ne błahaj: ne wymolať—Ńi ďity ńi ż-_nka_; A toj, szczedryj ta roskisznyj,—Wse chramy mur·uje, Ta oteczestwo tak lubyť,—Tak za nym bidk·uje, Ta tak z joho serdesznoho—Krow, jak wodu, t·_oczyť_!... A bratija mowczyť sobi,—Wytriszczywszy _oczy_...
(str. 394, »Son«).
Jak-by zostriły sia my zn·_owu_, Czy ty zlakała sia b, czy ń·_i_? Jakeje tycheje ty sł·_owo_ Tohďi b promowyła meń·_i_? Ńijakoho! i ne pizn·_ała b_! A może b potim nahad·_ała_, Skazawszy: snyło sia durn·_ij_... A ja zraďiw by, moje d·_ywo_, Moja ty dołe czornobr·_ywa_, Jak-by pobaczyw, nahad·aw Wesełeje ta mołod·eje Kołysznie łyszeńko łych·eje. Ja zarydaw by, zaryd·aw I pomoływś, szczo ne prawd·_ywym_, A snom łukawym rozijszł·oś, Sľiżmy-wodoju rozłył·oś Kołysznieje świateje d·_ywo_. (str. 43).
Słabiutki zarodek omawianego tu typu rymowego istniał w poezji polskiej już dawniej. Mianowicie końcowe _-ej_, wymawiane oczywiście z é »pochylonem«, a więc niemal jak _-yj_ lub _-ij_ lub nawet _-y_ _-i_, rymowano od początku w. XVII z _-y_ lub _-i_. Por. np. u Szarzyńskiego: _kt·órej—ch·óry_, u Maskowskiego: _kor·ony—obostrz·onej, p·o niej—g·oni_ i t. p. Panowało to bezwzględnie do końca w. XIX. kiedy to, po usunięciu é z druku a przy usuwaniu go z wymowy literackiej, ten trzywiekową tradycją uświęcony rym zaczął razić najbardziej może literackiego z poetów, Staffa, który też próbował czasem rymować np. _wi·ęcej_ z _r·ęce_ lub _podzi·ęce._ Przed nim zupełnie wyjątkowo robili to też: Ujejski: _wi·ęcej—dziewcz·ęce_, a nawet już Zabłocki: _wi·ęcej—r·ęce_, _przyn·amnie_ ’przynajmniej’—_n·a mnie_. Pisałem o tem w pracy »Z historji polskich rymów« (Warszawa, Towarzystwo naukowe, 1912, str. 17—23), ale przy objawie tak drobnym i rzadkim nie zwróciłem uwagi na fakt, że wszyscy ci trzej poeci pochodzą z małoruskich kresów: Zabłocki z Wołynia, Ujejski ze wschodniej Galicji, Staff z samego Lwowa, że więc rym ten mógł wyróść na podłożu zredukowanej wymowy zgłoski poakcentowej. Teraz zjawisko to w jaśniejszem przedstawia mi się świetle.
W wymienionej dopiero co pracy doszedłem do ciekawego wniosku, że _niemal wszystkie zmiany w zasadach rymu polskiego wychodziły od poetów z prowincyj ruskich_. »Czerwonorusini«, jak Szarzyński, Szymonowicz, Zimorowicze, pierwsi wprowadzili rymowanie é z _i_ lub _y_, pierwsi wyrzucili _á_ »pochylone«. W wieku XVIII »Litwini«, a raczej »Białorusini«, jak Naruszewicz i Niemcewicz, Wołyniacy czy »Czerwonorusini« jak Karpiński, Krasicki, Zabłocki, wprowadzają w rymowanie _-ą_ z _-o_, a mniejwięcej też oni rymowanie _-ończ-_ _-eńc-_ z _-acz-_-ęc-(typ _k·ończy—ł·ączy_, _w·ieńce—r·ęce_, nawet _Jasi·eńku—w r·ęku_, _k·ońska—w·ąska_, jak pospolicie u Mickiewicza). Rymy te opierały się na prowincjonalnej wymowie poetów pochodzących z tych kresów i do dziś dla Polaków z Polski etnograficznej nie są prawdziwemi rymami, ale tylko asonansami; mimo to, uświęcone przez genjalnych stamtąd pochodzących poetów, stały się własnością całego narodu, używają ich nawet poeci pochodzący z Wielkopolski, choć, na przeciwnym krańcu Polski mieszkając, nieraz wręcz przeciwną i oczywiście rdzenniej polską mają wymowę. Naszkicowany tu kierunek oddziaływania nie ogranicza się wcale do rymów. Kilka razy już miałem sposobność wypowiedzieć się, że polski język literacki, rodem z Wielkopolski, wychował się w Małopolsce, ale dorósł i zmężniał na Rusi, najpierw na Małej, potem raczej na Białej. Zgodnie z całym rozwojem naszej historji, Mazowsze ostatnie tu doszło do głosu i dopiero w 2. połowie XIX w. zaczęło nieco widoczniej oddziaływać; ale choć ostatnie, zdawało się, że jako dzielnica stołeczna bardzo prędko bezwzględną posiędzie hegemonję, i ja też—przyznam się—tak sądziłem: przecież dwa lata temu któż naprawdę jeszcze myślał o utrzymaniu naszych kresów wschodnich choć w trochę szerszych granicach?
Tymczasem, co za niespodzianka! Tak wybitna, choć na pozór zewnętrzna cecha języka poetyckiego, jak rym, w najnowszej poezji wcale nie stoi na stanowisku stołecznem, ani nawet rdzennie polskiem, ale po raz trzeci (biorąc pod uwagę tylko większe epoki) kształtuje się na wymowie Polaków z Rusi. Gzy się ta fala utrzyma, czy zwycięży, o tem zawcześnie rozstrzygać, jak niepodobna jeszcze ocenić trwałości i siły nowego prądu literackiego wogóle. Ale zupełnie już widoczna, że w języku literackim dialekt kulturalny warszawski ma silnego współzawodnika nietylko w starym kulturalnym dialekcie krakowskim, ale też w zaborczej i wciąż żywotnej polszczyźnie z Rusi. Czy ta zewnętrzna na pozór cecha nie jest jednak w jakimś wewnętrznym związku z faktami politycznemi, i to wcale nie jako ich skutek, ale jako niezależny, na innem polu występujący objaw tej samej siły? Znamieniem istotnej polskości Lwowa jest równie dobrze jego bohaterska, przeważnie własnemi siłami dokonana obrona, jak i zrodzony nią przytoczony wyżej anonimowy wiersz o Antku. Można było myśleć, że to wiersz o rymach gwary ulicznej—a tu się pokazuje, że takie właśnie rymy panują w całej najnowszej poezji, w utworach nieraz kunsztownych, że zdobywają sobie one nawet twórców nie pochodzących z kresów i napewno tak nie mówiących! Może sam Lwów być nieszczególnem środowiskiem dla sztuki, podobnie jak można mieć różne zastrzeżenia co do jego kultury naukowej: to inna sprawa; ale swą polskość zadokumentował w sposób tak silny, na jaki nie zdobyłyby się Warszawa ani Kraków. Oczywiście Lwów to tylko symbol siły całych naszych kresów wschodnich. Ta siła uwydatnia się też, nie po raz pierwszy, w poezji. Że ma język dialektyczny, cóż to szkodzi? może ona nadać tym dialektyzmom wartość ogólnie narodową, podobnie jak to w niejednym punkcie zrobili Mickiewicz i Słowacki.
Ale to wszystko dalsze związki i rzecz przyszłości. Na razie trzeba stwierdzić, że polszczyzna kresów wschodnich nietylko nie zrezygnowała ze swych praw literackich, dawniej nabytych, ale że chce odgrywać dalszą czynną rolę w kształtowaniu języka literackiego. Jeżeli się tam utrzyma nasz wpływ polityczny i kulturalny to jej się to napewno uda, choćby nawet, najbardziej książkowo wykształcona część tamtejszego społeczeństwa zaprzeczała swym dialektyzmom i wstydziła się ich. Ze te odmianki polszczyzny powstały na podłożu ruskiem, to im nic nie ujmuje, bo niema języka, nawet najkulturalniejszego, bez obcych wpływów. Na nasz język z innych żywych z natury rzeczy największy wpływ wywarły niemiecki i ruskie (oczywiście nie rosyjski, ale głównie małoruski, słabiej białoruski), a w przyszłości łatwiej się możemy odgrodzić od pierwszego z nich niż od drugich, tak dlatego, że są nam bliższe, jak i dlatego, że więcej jest mieszanych obszarów polsko-ruskich niż polsko-niemieckich. Karta wzajemnych wpływów językowych polsko-ruskich napewno nie jest jeszcze zamknięta.
_Kazimierz Nitsch._
NOWA REDAKCJA PRZEPISU O DZIELENIU WYRAZÓW.
Zalecony przez Polską Akademję Umiejętności przepis o przenoszeniu części wyrazów do następnego wiersza został w swoim czasie (d. 11. VI. 1918) uchwalony po odrzuceniu wniosku Komisji językowej, która zalecała kierować się względami na charakter głosek, składających sylabę. Wydział filologiczny Akademji natomiast większością głosów wbrew głosom zasiadających w nim językoznawców wybrał jako zasadę kierowniczą wzgląd na to, czy od pewnej grupy spółgłosek może lub nie może się zaczynać wyraz i stosownie do tego zalecił całą grupę spółgłosek, lub część jej tylko przenosić do następnego wiersza. Zasadę sformułowano w słowach:
»Jeżeli na miejscu dzielenia wypada grupa dwóch lub więcej spółgłosek, to:
a) przenosimy całą grupę spółgłosek do następnego wiersza wtedy, jeżeli od takiej grupy może się zaczynać wyraz polski np. _ła-ska_ i t. d.
b) jeżeli od grupy spółgłosek nie może się zaczynać wyraz polski, to z dwóch spółgłosek pierwszą zostawiamy przy zgłosce poprzedniej, a drugą przenosimy; grupę zaś trzech lub więcej spółgłosek dzielimy w ten sposób, żeby jej druga część dała się przenieść wedle prawidła a) do następnego wiersza: _wróż-ba_, _sprzecz-ny_ i t. d.
_Uwaga._ Ponieważ niektóre ze wspomnianych pod a) i b) grup spółgłosowych zachodzą w języku bardzo rzadko, rozpoczynając zaledwie jeden lub dwa wyrazy (nie licząc pochodnych), przeto ich przy dzieleniu na zgłoski wcale nie uwzględniamy t. j. nie przenosimy ich w całości do drugiego wiersza«.
Wydział filologiczny Akademji ten przepis uznał za obowiązujący ze względu na rzekomą łatwość stosowania go w praktyce; cóż bowiem—zdawałoby się—może być łatwiejszego, jak przypomnieć sobie wyrazy, rozpoczynające się od jakiejś grupy spółgłoskowej?
Takby się zdawało, ale tak bynajmniej nie jest, gdyż według uchwalonej zasady trzeba sobie w każdym wątpliwym wypadku przypomnieć nie jeden jakikolwiekbądź wyraz, ale co najmniej trzy lub cztery, bo jeden lub dwa mogą być wyjątkiem. To już nie jest łatwem, przynajmniej nie dla wszystkich, ale co więcej: jeżeli wypadnie połączenie rzadsze, trzeba się jeszcze bardziej namyślić nad tem, czy naprawdę poza jednym lub dwoma wyrazami niema innych, któreby się od tejże grupy zaczynały. Każdy z czytelników może na sobie zrobić doświadczenie każdej chwili i obliczyć, ile czasu potrzebuje na to, żeby wymienić wyrazy np. zaczynające się od _ks-_ lub _kn-_ albo od jakiejkolwiek innej mniej zwykłej grupy spółgłosek, a gdy to zrobi, niech potem sprawdzi w słowniku, czy wszystkie te wyrazy sobie przypomniał. Spamiętać wyjątki też byłoby nie sposób, z powodu wielkiej ich liczby.
Dalej powiedziano, że trzeba się kierować względami na początkowe grupy spółgłoskowe w wyrazach _polskich_, a więc nie obcych, nie zapożyczonych. Nowa więc trudność, którą też niezawsze może rozstrzygnąć zwłaszcza nie językoznawca; np. czy wielu ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że wyrazy _gmach_ lub _gmin_ są niepolskie, a ponieważ prócz nich tylko _gmatwać_ i _gmerać_ zaczynają się od _gm-_ więc niewiadomo, czy tę grupę uważać za wyjątkową, czy nie.
Powiedziano jeszcze, że się nie bierze pod uwagę wyrazów pochodnych. A jakże postąpić z wyrazami pochodzącemi od jednego rdzenia, o których nie można powiedzieć, że jedne są pochodne, a inne nie. Tutaj przy przenoszeniu wyrazów wypadłoby nam niekiedy zastanawiać się nad etymologją wyrazów, np. czy _dmę_ i _dmu-cham_ są pokrewne, czy nie; wobec trzeciego wyrazu; _dma_ mamy te same wątpliwości, a więcej wyrazów zaczynających się na _dm-_ niema, więc czy mam dzielić _d·m_ czy też przenosić _dm_ do następnego wiersza: _wid-mo_ czy _wi-dmo_? Czasem trudności się spiętrzają, np. wyrazy: _ksiądz, książę, księżyc, ksieni_ z jednej strony, a _ksieniec, księga_ z drugiej jedni uznają za pokrewne, inni nie; jedni wiedzą o ich obcem pochodzeniu, inni nie, więc jedni będą dzielić: _Alek-sy_, a inni _Ale-ksy_, bo prócz wyżej wymienionych wyrazów od _ks_ zaczyna się jeszcze tylko _ksyk_.
Słowem, przepis, zwłaszcza w tej formie, w jakiej został ogłoszony, nastręczał bardzo wiele wątpliwości, że już pominiemy zasadniczą trudność jego stosowania. Należało go albo zmienić, albo choćby ściślej określić. Zmiana mogła nastąpić w kierunku albo pozostawienia piszącym swobody zupełnej lub w niejakim stopniu ograniczonej, albo też przeciwnie, sformułowanie szczegółowego przepisu, któryby rozstrzygał w każdej bez wyjątku okoliczności.
Największą swobodę piszącym dałby powrót do dawnej ale już dawno wygasłej tradycji, jeszcze praktykowanej w rękopisach pierwszej połowy XVI wieku, mianowicie do przenoszenia tej części wyrazów, która się w wierszu nie mieściła; przenoszono wtedy np. _w-net, zn-owu_ i t. d. albo gdy nie chciano przenosić końcowej zgłoski, pisano ją w skróceniu u góry, np. _je__o__==jego_.
Znaczną swobodę zostawiałby też przepis: dzieli się wyrazy tak, aby każda z oddzielonych części tworzyła przynajmniej jedną zgłoskę.
Komisja języka polskiego, która nad tym przedmiotem obradowała w kwietniu r. b., wyraziła zgodny pogląd, aby w tych razach, kiedy się trafi grupa spółgłosek w miejscu dzielenia wyrazu, do następnego wiersza przenosić te spółgłoski, które stanowią początek nowej zgłoski. Dopiero do tego zasadniczego przepisu dołączono następującą »uwagę«: »Wobec rozbieżności zdań, od jakich grup spółgłoskowych zaczynają się nowe zgłoski, można się kierować wskazówkami, jakie nam dają początkowe zgłoski wyrazów: nowa zgłoska według tego zaczyna się od takiej grupy spółgłosek, jaka może stać na początku wyrazu, np. _koł·dra_ (por. _drapać_), _mistrza_ (por. _strzała_), _wierz·ba_ (niema wyrazów zaczynających się od _rzb·_). Ta zasada jednak nie wystarcza, bo niezawsze przychodzi na myśl, czy pewna grupa spółgłosek istotnie rozpoczyna jaki wyraz; kto przeto do dzielenia wyrazów na zgłoski chce mieć zasadę _ścisłą i niezawodną_, może ją oprzeć na następujących podstawach fonetycznych: a) spółgłoskę: _s_, _ś_, _z_, _ź_ z następną spółgłoską zawsze się przenosi, np. _li·sty_; b) dwie jednobrzmiące spółgłoski zawsze się rozdzielają, np. _las·so_, _pan·na_; c) poza tem grupy spółgłoskowe dzielimy tak, że do nowego wiersza przenosimy część grupy, począwszy od ostatniej zwartej (_p_, _b_, _t_, _d_, _k_, _g_) lub zwarto-szczelinowej (_c_, _dz_, _ć_, _dź_, _cz_, _dż_) ewentualnie z poprzedzającą spółgłoską _s_, _ś_, _z_, _ź_, np. _Li·twa_, _li·stwa_, _przejażdż·ka_, _kar·czma_ i t. d.; d) jeżeli w grupie niema spółgłoski zwartej lub zwarto-szczelinowej, do pierwszej zgłoski oddziela się pierwsza spółgłoska (w liczniejszej grupie dwie) ewentualnie z poprzedzającą _s_, _ś_, _z_, _ź_, ale tylko wtedy, kiedy jest płynną (_r_, _ł_, _l_, _m_, _n_) także _rz_, _w_, _j_: _sen·su_, _kon·wi_, _bezdom·ny_, _umyśl·ny_, _barw·ny_, _zmar·zły_, _mierz·wa_ i t. d.«
Na posiedzeniu administracyjnem d. 27 kwietnia r. b. Wydział filologiczny Akademji orzekł, że pozostawia w zasadzie bez zmiany dawną uchwałę swą o dzieleniu grup spółgłoskowych, i tylko wyraził życzenie, aby ją uprościć. Zredagowanie tej uproszczonej zasady polecił członkom Akademji: J. Czubkowi i J. Łosiowi. Otrzymawszy tak ograniczone zastrzeżeniami polecenie, powołani do tego zadania zredagowali tekst uchwały w słowach następujących:
»Przenosi się części wyrazów do następnego wiersza:
I. Wedle zasady etymologicznej oddziela się składowe części wyrazu złożonego, o ile stanowią zgłoskę i o ile granica między temi częściami składowemi przedstawia się poczuciu językowemu jasno, np. _naj·obfitszy_, _naj·istotniejszy_, _bez·ustanny_, _roz·orać_, _roz·jaśnić_, _wy·trwać_, _za·drżeć_, _wy·ssać_, _na·uka_ i t. d.
II. W innych razach wedle zasady fonetycznej:
1. Między samogłoskami, o ile nie stanową dwugłoski: _o·aza_, _po·ezja_, _tri·umf_, _ide·alny_, _Che·ops_, _na·uka_, _Mate·usz_, _Agezyla·usz_, _Kafarna·um_ i t. d. ale: _miau·czeć_, _hau·kać_, _au·tonomja_, _Eu·ropa_ i t. d.
2. Przenosimy zgłoskę, zaczynającą się od pojedynczej spółgłoski lub od grupy spółgłosek, od której zwykle się zaczynają wyrazy, np. _ba·ba_, _ra·mię_, _i·dzie_, _to·czy_, _mo·rze_, _mu·szę_, _ra·dża_, _pu·szcza_, _ła·ska_, _fu·tro_, _ma·zgaj_, _ko·ści_, _u·sta_, _ba·zgrać_, _mi·strza_, _by·stry_, _i·skra_, _pu·zdro_ i t. d.
_Uwaga._ Jeżeli pewna grupa nie spotyka się na początku wyrazu, to do drugiego wiersza przenosi się jedna lub więcej spółgłosek, od których rozpoczynają się wyrazy, np. _wróż·ka, sprzecz·ny, Krasic·ki, ptac·two, głup·stwo_ i t. d. Przy tem zachowujemy następujące zasady: